Translate

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 6

Rozdział 6
Przymknęłam oczy, nadal oszołomiona wrażeniami dnia. Było to tak miłe po kilkunastu godzinach irytującej samoświadomości…
A po chwili odpłynęłam w niebyt.
-Veronico…- zamruczał, nachalnie mnie do siebie przyciągając.
-Stas, zostaw mnie…- jęknęłam, lecz oddałam pocałunek, uważając, że byłoby bez sensu mu się przeciwstawiać, byłam pewna, że jest ode mnie o wiele silniejszy. Na nic to by się zdało. Popchnął mnie ku biurku, a ja nie skupiałam się bliżej na odczuciach, choć denerwowało mnie to, że blat boleśnie wpija się w dolną część pleców, a mężczyzna co raz pociąga moje włosy w tył, jednocześnie zmuszając mnie, abym wygięła się w łuk.
Myślami byłam daleko, wraz z Victorem. 
Wymykaliśmy się przez okno… 
To byłoby tak miłe znów móc poczuć wiatr we włosach, miękką ziemię pod stopami…
-Stas!- warknęłam po chwili.
Nie zareagował tak jakbym chciała, wręcz objął mnie jeszcze mocniej.
Skrzywiłam się, ponieważ jego silny uścisk nie był zbyt przyjemny, po czym napięłam mięśnie i jak najszybciej go odepchnęłam.
-Vera…- szepnął, lecz już go nie słuchałam.
Czym prędzej, szybkim krokiem opuściłam pomieszczenie, aby wbiec pośpiesznie po schodach. Muszę znaleźć Victora. Musi się udać… 
Poczułam pewny chwyt mężczyzny na ramieniu. 
-Nie uciekniesz mi tak szybko…- powiedział cicho, po czym wymierzył mi w policzek.
Zerwałam się z łóżka, gwałtownie biorąc głęboki oddech.
Zamrugałam kilka razy, aby otrząsnąć się ze snu.
‘To otoczenie źle na mnie działa…’ pomyślałam. ‘Co noc mam koszmary…’
Powoli usiadłam, cały czas mocno skupiona na najmniejszym hałasie, do tego stopnia, iż podskoczyłam, gdy Eveline otworzyła drzwi.
-Przeżyłaś?- zapytała, lecz gdy spostrzegła w jakim stanie się znajduję, od razu zmieniła ton.
-Co się stało, mała?
Przymknęłam oczy, cały czas przesadnie się trzęsąc.
Wyczułam, że dziewczyna siada koło mnie i lekko poklepuje mnie po plecach.
-Ci…- uspokajała mnie.
- To okropne! Musisz mi powiedzieć, że to był sen!- podniosła głos, gdy przywołałam dla niej okropne wspomnienie. 
-Sen, pewnie że sen…- wykrztusiłam.- Wybacz. Za bardzo się przejęłam.
-Rozumiem, rozumiem…- mruknęła.- A Victor?
-Dobrze.- zmusiłam się do krzywego uśmiechu. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nagle cała moja sympatia do chłopaka odpłynęła w nieznane.- Co się ze mną dzieje…
-Ja tym bardziej nie mam pojęcia. To dobry chłopak.- powiedziała, śmiejąc się cicho.
-Ach, Ev… Jakby to wszystko było takie proste… Nie rozumiem się ani trochę.- Odrzekłam smutno.





Cały czas zastanawiałam się nad Victorem. Cała moja zażyłość w stosunku do niego zniknęła, co niezbyt mi się spodobało. Ach, jakbym chciała, aby zakochanie powróciło... Smutne. Przychodzi, gdy jest niechciane, a odchodzi, gdy go najbardziej potrzebujemy, czujemy, ze jest ono jedynym sensem naszego chwilowego istnienia.
-Chloe? Czy ty mnie w ogóle słuchasz?!- przerwała moje rozmyślania zirytowana Eveline.
-Tak... Znaczy, wybacz, zamyśliłam się.- odrzekłam przepraszającym tonem.
-Mówiłam o tym, ze zamierzamy uciec. Ja i Harry.
-Harry?- spytałam zaciekawiona.
-Tak. Poznaliśmy sie na misji. Dan stchórzył. Powiedział, ze uważa, ze jest to nieodpowiedzialne, a Harry podsłuchał nasza rozmowę, pocieszył mnie i zaproponował swoje towarzystwo oznajmiając, że z chęcią spędzi ze mną czas, ponieważ nie ma ochoty na uganianie się za rozwydrzonymi demonami. Uśmiechnęła się, wspominając mile chwile.
- Zamierzamy jutro sie spotkać, obgadać taktykę... I pobyć ze sobą. Nie wygadasz nikomu?- zapytała, patrząc sie na mnie podejrzliwie.
-Oczywiście, ze nie.
Odparłam dopiero po chwili, byłam zbytnio zaabsorbowana sobą i moim umysłem.
-Jesteś dobrą współlokatorką.- oznajmiła Eveline, zadowolona, iż może powierzyć mi sekret.
-Bywa…- mruknęłam zaspana.
*****
-Vera.- szturchnęła mnie.- Vera, to właśnie Harry.
Zamrugałam, po czym zerwałam się chwiejnie z łóżka, jednocześnie poprawiając włosy, co wywołało cichy chichot chłopaka.
-Cześć.- powiedział, podając mi dłoń, którą czym prędzej uchwyciłam.
-Cześć.- odparłam nieśmiało, chowając rękę w kieszeni szortów oraz zauważając, iż nie zdążyłam się przebrać wieczorem.- Eveline… Czy nie mogłabyś mnie na przyszłość uprzedzać?- spytałam, czując się lekko urażona.
-Zrobiłabym to, gdyby mój gość pofatygował się, aby zapowiedzieć swoją wizytę.- prychnęła, lecz czule poklepała go po ramieniu.- Wszedł do pokoju bez pardonu i zdziwił się, że jeszcze śpię…
Był w jej wieku, miał brązowe, kręcone włosy sięgające łokci.
‘Trafiłam do raju…’ pomyślałam.
Zawsze szczególne względy u mnie mieli długowłosi, więc fakt, że w tej rzeczywistości praktycznie każdy mężczyzna sprostał tym wymyślnym kanonom uznałam za niezwykłą przychylność losu.
Zaśmiali się oboje.
-Och, moja droga. Co to, to nie. Zaklepuję go!- oznajmiła, poufal obejmując chłopaka i kładąc głowę na jego barku.
-Cholera…- rzuciłam sarkastycznie.
-Życie jest okrutne…- zanucił Brązowowłosy mierzwiąc fryzurę Ev, która zreflektowała się i niechętnie się od niego odsunęła.
-Tak więc, czy moglibyśmy omówić strategię przy tobie?
-Pójdę do toalety.- mruknęłam, po czym skierowałam się do wspomnianego pomieszczenia.
Gdy zamknęłam drzwi, rozległy się ich podniecone szepty.
Nagle coś mnie olśniło.
-Eveline, Harry!- krzyknęłam zduszonym głosem.
-Co?- zapytała zdziwiona, po czym domyśliła się, lub wyczytała z moich myśli odpowiedź.
Zaklęła pod nosem.
- Harry… Nie wstrzyknęli jej jeszcze pierwszej dawki. Jest człowiekiem…- oznajmiła dramatycznym szeptem.
-Co?!- warknął.- Wybacz, zapomniałem się…
Jego wzrok był rozbiegany, a z jego zachowania wywnioskowałam, że był on człowiekiem porywczym i stanowczym.
 -Musimy się śpieszyć. Zrobimy to dzisiaj… Veronica najprawdopodobniej ma dzisiaj dzień wolny, prawda? - wyrzucił z siebie szybko, jakby myśląc na głos.- Camille tego nie zauważy tego w jej umyśle, póki jej nie spotka. A teraz wychodzimy.- zwrócił się do Czarnowłosej.- Przepraszam cię, lecz boję się, że Ruda cię dziś nawiedzi. Znikamy stąd jak najszybciej. Powinnaś uczynić podobnie, poczekaj jednak na pierwszą krew. Będzie ci łatwiej przeżyć na wolności…- trajkotał jak nakręcony.
-Vera…- mruknęła Eveline.- Bardzo przykro jest mi się z tobą żegnać, jesteś ciekawą osobą, lecz… Ja nie mogę tak żyć. Nie dam rady, długo nie pociągnę. Życzę ci powodzenia. Może się jeszcze spotkamy…- dodała po chwili, machając ręką na pożegnanie.
Odwzajemniłam to, siląc się na fałszywy uśmiech.
‘Wyszli.’
Wyszli, wyszli, wyszli.
Nie wrócą.
Ta perspektywa wydała mi się wtedy nadzwyczaj przerażająca.
Zupełnie sama.
‘Jak sobie poradzę?’ myślałam gorączkowo.
Po chwili, otrząsając się z letargu, otworzyłam drzwi toalety i weszłam pod prysznic, umyłam, ubrałam, po czym rozczesałam włosy. Skierowałam się w stronę łóżka. Zza drzwi nadal dobiegały mnie ciche wypowiedzi dziewczyny.
-Ev?- syknęłam.
-Tak?
-Kiedy będę mogła wyjść?
-Daj nam godzinę.
Usłyszałam urwane w połowie, szybkie zaprzeczenie.
Najprawdopodobniej Eveline go uciszyła.
-Dobrze.- podziękowałam i podeszłam do jednego z regałów, na których znajdowały się książki. Ich tytuły dosyć mocno mnie zdziwiły; większość była napisana łaciną.
Zrezygnowana usiadłam na łóżku, zastanawiając się, jak pożytecznie przeczekać kilkadziesiąt minut w zamknięciu.
Postanowiłam, że i tak nie wymyślę nic bardziej absorbującego, więc pogrążyłam się w rozmyślaniach. 
Nie chciałam zostać elfką. Nie podobało mi się samo to słowo, a co dopiero jego znaczenie. Zastanawiałam się, czy z czasem upodobnię się do Camille. Lubiłam ją, lecz perspektywa bycia taką sadystką w stosunku do innych napawała mnie obrzydzeniem. Nie mogłam sobie wyobrazić siebie jako wojowniczki. W dodatku nieludzkiej. Mimo woli się wzdrygnęłam, gdy uświadomiłam sobie, ile czasu będę zmuszona wytrzymać wraz z Stasem. Żywiłam nikłą nadzieję, że Ruda się nade mną ulituje i zrozumie, że nauki z nim są czystą przykrywką, a rzeczywiście po prostu próbuje mnie wykorzystać. Zresztą sama przez to przechodziła, nie trudno będzie mi ją przekonać, choć, znając jej buntownicze usposobienie, coraz bardziej zaczynałam wątpić w powodzenie mojego wymyślonego na poczekaniu planu. Westchnęłam cicho. Nie słyszałam już rozmów Eveline i Harry’ego, mogłam mieć tylko nikłą nadzieję, że są już poza terenem Jareda. Byłam ciekawa, czy domyślał się on, że jego uczniowie właśnie uciekają. 
Uśmiechnęłam się krzywo.
‘Takie życie.’, pomyślałam.
Powoli się położyłam, starając na chwilę odpłynąć. Cisza zaczynała mnie powoli nużyć, trudno mi było wytrzymać dłużej czekając, nawet nie wiedząc, czy się im już udało, czy jednak ich plan się nie powiedzie. 
Popatrzyłam na spory zegar, stojący w jednym z kątów w naszym niewielkim pokoju. Minęło zaledwie pół godziny, lecz czułam, jakby była to wieczność. Wpatrywałam się w niego z uporem maniaka, próbując sprawić siłą woli, aby wskazówki w przyśpieszonym tempie przesunęły się na odpowiednią godzinę. 
Nic się nie działo, więc odpuściłam.
Nagle usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
Dopadli mnie, pomyślałam.
Mogłam się jedynie łudzić, iż przyszłej parze udało się uwolnić.
Zacisnęłam mocno zęby, podchodząc niepewnym krokiem do framugi, aby delikatnie nacisnąć klamkę.
Jeszcze jeden, głęboki oddech.
Drzwi się otworzyły, a zza nich wyglądał Victor.
Odetchnęłam z ulgą.
-Co się dzieje?- zapytał niemal machinalnie, zauważając moje chwilowe przerażenie.
-N…Nic.- mruknęłam, przymykając oczy, aby się uspokoić.
-Na pewno?- dociekał, widząc stan, w jakim się znajduję,
-Tak.- dodałam szybko, nerwowo rozglądając się na boki.- Wchodź.
Zdezorientowany podążył wzrokiem ku oknie, aby po chwili wejść do pomieszczenia i stanąć przede mną ze skrzyżowanymi rękoma. 
-Czy mogę wiedzieć, co się dzieje?- spytał, obserwując, jak trzęsącymi się rękami próbuję uporać się z zamkiem.
Podeszłam do niego, starając się utrzymać konspiracyjny nastrój.
-Ev i Harry uciekają. Z uwagi na to, iż Camille może jeszcze czytać w moich myślach, muszę tu zostać.- wyjaśniłam szybko, rzucając ponownie spojrzenie na drewniany zegar.- Jeszcze dwadzieścia minut.
Zdziwiony uniósł brwi.
-Jak zamierzają to zrobić?
-Być może już zdążyli, lecz nie mam pewności. Nie mam również pojęcia, jak to zrobili, ponieważ, na szczęście udało mi się ostrzec ich na czas, aby nie omawiali przy mnie planu…- oznajmiłam jednym tchem, powoli się wyciszając. 
Moje serce biło niemiłosiernie głośno, wydaje mi się, że byłabym wtedy zdolna się założyć, iż chłopak je doskonale słyszy.
-No cóż…- powiedział, jakby lekko mi niedowierzając.- Więc musimy tu ten czas przeczekać.
Posłałam mu pytające spojrzenie.
-Teraz ja także o tym wiem.- wyjaśnił z uśmiechem.
‘Cholera.’ zaklęłam w myślach.
Tego nie przewidziałam.
-Staraj się o tym nie myśleć. Nie chcę, aby ktoś dowiedział się o tym szybciej, niż byłoby to wskazane.- szepnęłam, gorączkowo zastanawiając się, jak nie zanudzić go na śmierć.
Piętnaście minut.
Odetchnęłam głęboko. To tylko parę chwil…
‘Lecz jakże stresujących…’ przemknęło mi przez głowę.
-Dobra.- mruknął.- Czy miałaś już kolejne zajęcia?- spytał po chwili.
Wzrok miał utkwiony gdzież nade mną, uporczywie wpatrywał się w drzwi, zapewne myśląc podobnie do mnie.
-Niestety…- odparłam sarkastycznie.- Nie.
-Niestety?- powtórzył, nieudolnie próbując naśladować ton mojego głosu.
-Niezbyt przepadam za nauczycielem.- żachnęłam się.- Jest wyjątkowo… Nachalny.
-Ach, rozumiem.- westchnął, czując, że zaczął niewygodny temat.
-A ty? Twój mentor był miły, czy tak samo nauczyciel?- spytałam cicho, próbując dramatycznie podtrzymać rozmowę.
- Nienajgorsza. To ona. Na początku było dużo teorii, teraz przeważają sztuki walki. Nie potrafię się w tym odnaleźć. Czuję się okropnie głupio, wymachując rękoma i starając się ją trafić.- prychnął rozbawiony, a ja, wyobrażając go sobie w takiej sytuacji, mimowolnie zachichotałam.
Zerknęłam na zegar.
Dwanaście minut.
-Chciałabym zobaczyć siebie w pojedynku…- zasugerowałam rozbawiona.- Widok nie do zapomnienia.- dodałam, przymykając powieki i cicho się śmiejąc.
Zawtórował mi, po czym odwrócił się i spojrzał na tajemniczy ogród zza okna.
-Czy nie wydaje ci się on inspirujący?
Jego głos przerwał ciszę, która, od jakiejś minuty, a wiem o tym, ponieważ cały czas uważnie i natarczywie śledziłam wskazówki zegara, mnie męczyła.
Skierował swój wzrok ponownie na mnie, zapewne oczekując jakiejś sensownej wypowiedzi, lecz jego towarzystwo działało na mnie, nie wiedzieć czemu, okropnie ogłupiające, więc tylko podeszłam do niego i podążając wzrokiem za kręgiem muchomorów, który wił się aż do rogu budynku.
-Rzeczywiście.- powiedziałam nostalgicznie.
- Ma w sobie dość specyficzny urok.- powiedziałam po chwili.
- Prawda. Zauważyłaś te ogromne drzewa?- spytał, a ja spostrzegłam ogromne dęby, które pojawiły się tak nagle, jakby właśnie wyrosły spod ziemi.
- Nie zauważyłam ich wcześniej.- rzekłam, posyłając zaniepokojone spojrzenie brunetowi.
-O dziwo, ja również, Veronico.- odparł jak zwykle przesadnie opanowany.- To dosyć dziwne, nie uważasz?
-Nawet bardzo.- powiedziałam cicho.
Pięć minut.
Wytrzymałam z mężczyzną pełne pół godziny, co przy moim temperamencie było dokonaniem godnym ogromnej pochwały, a uświadamiając sobie ten fakt, zachichotałam.
- Co cie tak rozbawiło?- spytał, lekko się uśmiechając.
- Nic, nic...- odpowiedziałam melodyjnie, odwzajemniając ciepły uśmiech.- Po prostu jestem zadowolona, że w końcu im sie udało.
Victor zmarszczył brwi.
-Wydaje mi sie, ze teraz istnieje możliwość, iż zaostrzą kontrole. Trudniej będzie uciec. 
Z tego, co mówiła mi Aurella, i tak jest to nie lada wyczyn, wszystko jest bardzo dobrze strzeżone. O dziwo, nie wspomniała ani słowem o kręgu...- oznajmił.
- Zamierzasz uciec?
Wpatrywałam się sie w niego uporczywie, nie mogąc pohamować zaciekawienia.
- Raczej. Nie nadaje sie na wojownika.- zaśmiał się sie gorzko.-  A jaki jest twój pogląd na ta sprawę?
Zastanawiałam sie przez dobra chwile. Nie miałam pojęcia, co o tym sądzić. Nie było mi przecież wcale zagwarantowane, że uda mi się wiodąc życie uciekiniera, osoby wyjętej spoza prawa elfów.
 Bałam się, nie mogłam temu zaprzeczyć. 
Odetchnęłam. 
Moje uczucia były kompletnie pomieszane, nie mogłam wydać sprawiedliwego osądu, co mnie irytowało, ponieważ w związku z tym nie miałam pojęcia, jakiej odpowiedzi udzielić chłopakowi. 
Głęboki wdech, powolny wydech...
- Nie wiem.- odrzekłam zakańczając moje rozmyślania dopiero po dłuższym czasie.- Bałabym się sie zostać zupełnie sama na nieznanym terenie, a co dopiero z niego uciec...- wyjaśniłam.
Dwie minuty.
Zadawałam sobie pytanie, czego się aż tak stresuje, lecz nie mogłam sobie na nie logicznie odpowiedzieć. Mój umysł poddawał mi coraz więcej tragicznych zakończeń życia Eveline i za każdym razem wzdrygałam się w duchu, starając się nie dać po sobie poznać, że przez chwilę nie kontaktuję. 
-Prawda.- odparł po chwili.- No cóż, mogę się już chyba zbierać. Godzina minęła. Mam nadzieję, że jest z tobą wszystko w porządku. Jakby co… Daj znać. Wyjdź, poszukaj mnie. Na pewno mnie spotkasz, zwykle w ciągu dnia przechodzę korytarzami, poznając nowych ludzi, których tu porwano. 
Pokiwałam twierdząco głową, na znak, że zrozumiałam. Lekko trzęsłam się z przejęcia, nie potrafiłam nad tym zapanować. Bolało mnie to, że zostanę sama, ale nie miałam zamiaru męczyć go więcej swoim towarzystwem, zresztą samą mnie jakoś dziwnie irytowała jego obecność.
-Cześć.- rzucił, współczująco się na mnie patrząc.
Udałam, że próbuję się uśmiechnąć, co go rozbawiło.
-Cześć.- uniosłam kąciki ust w już szczerym rozweseleniu.
Pytanie tylko, czy mój nastrój zmienił się diametralnie dlatego, iż mnie zostawił, czy dlatego, że udało się mi z nim wytrzymać.
Skomplikowane.
Usłyszałam cichy trzask drzwi, a pewna, że Victor już sobie poszedł, spokojnie usadowiłam się na skraju parapetu z zamiarem podziwiania tajemniczej urody zagajnika.
Panowała tam wiosna, śliczna, słoneczna i pogodna. Niczym nie odnosiła  się ona do mojego nastroju, lecz wiedząc, iż  miarę upływu czasu udzieli mi się radość kolorów otoczenia, zaczęłam intensywnie, z wymuszonym uśmiechem na ustach wpatrywać się w niebo. Nawiasem mówiąc, nie przeszkadzała mi w tym żadna, nawet najmniejsza chmura.
Przeniosłam swój wzrok niżej, na zróżnicowane kwiaty, których barwy wręcz mnie oślepiały swoją intensywnością, i ze zdziwieniem stwierdziłam, że to, co wydawało mi się ogromnymi kwiatostanami, nagle poderwało się w górę i zdecydowanie trzepocząc skrzydełkami zbudowanymi z płatków jaskrawo ubarwionych tulipanów zaczęło latać, unosząc się coraz wyżej, aby usiąść na jednej z gałęzi.
Uniosłam brwi w niedowierzaniu.
Istot było jednak o wiele więcej, niż myślałam.
Z konsternacją zauważyłam, że po parapecie od strony skweru z demonstracyjną gracją przechadza się… Owad? Nie miałam pojęcia czym było to stworzenie, jedyne, czego się domyśliłam było to, iż było ono rozumne. Spojrzało na mnie i z niesmakiem odwróciło wzrok w przeciwną stronę. 
Zamrugałam, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.
Nagle z osłupieniem stwierdziłam, że wszystko zniknęło.
Nadal zszokowana odwróciłam się i usiadłam na łóżku. Nie miałam pojęcia co robić.
Po chwili jednak postanowiłam, że mój umysł, wykorzystując moje zmęczenie zaskoczył mnie i zaprezentował takie oto specyficzne obrazy.
Z pewnym ociąganiem wstałam, kierując się w kierunku drzwi i z zamiarem poznania kogoś nowego. Najlepiej kogoś, przy którym mogłabym poczuć się bezpiecznie wśród armii wrogo nastawionych elfów i bardzo odbiegającego od normalności otoczenia…
Lecz mój umysł podpowiadał mi, że będę musiała jeszcze długo na to poczekać.

*****

Witajcie :)
Długo nie pisałam, nie sprawdzałam Waszych blogów... Muszę się poprawić, muszę, muszę :)
Jeśli już jesteśmy przy muszach, to muszę dodać, iż muszę się pochwalić xD
2 526.
Zgadnijcie, czego jest to liczba.
No, jak myślicie?
Słowa :))
Najdłuższa notka ^^
Udało się, jest moc :D
Pozdrawiam Was wszystkich, bardzo dziękuję, że tu jesteście, lub wpadliście przypadkiem :)
Chciałam się zapytać, co mogę zmienić w moim stylu pisania?
Bardzo mnie on irytuje, wydaje mi się taki infantylny, znam strasznie !mało! słów
:( Life is brutal and full of zasadzkas :(
Znacie może jakieś sposoby, aby.... Pisać lepiej? :)
Na feriach nadrobię zaległości :)

7 komentarzy:

  1. Noo to ja jak zwykle pierwsza :) jestem zaskoczona że tak szybko dodałaś ten rozdział :) Mówiłaś że masz dopiero tysiąc słów :D Gratuluję tylu słów :) Jestem zaskoczona no. Ogólnie jestem :) Bałam się że coś wyniknie pomiędzy stasiem a veronicą i się przygotowywałam a tu Boom :( Nic :D Fajnie że planuje ucieczkę ja sama mam dosyć tych elfów. Nie przypadły mi jakoś do gustu w ogóle. jedynie w hobbicie to było coś... Niech wróci do domu. Rodzice się pewnie o nią martwią. Rozdział miodny jak zawsze :) Podoba mi się :) Czekam na nexta i pozdrawiam :) odpisałam ci na mejla

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie fajnie byłoby, gdyby wróciła, lecz... Opowiadanie ma 6 rozdziałów, poczekamy, zobaczymy :D Dziękuję bardzo :) Ja tak lubię Twoje komentarze, są tak miłe ^^
      Cieszę się, że dodałaś nowy rozdział :)
      Ja też już odpisałam :D

      Usuń
  2. Hej ;*
    Dziękuje za Bardzo miłe komentarze pozostawione u mnie :)
    Rozdział jest po prostu świetny!.Mam nadzieje że Veronica ucieknie z tego okropnego miejsca,nie powinna byc tam trzymana bez jej zgody -.-.Cały tekst jest opisany rewelacyjnie!.Zwłaszcza ten moment jak siedzi na parapecie i podziwia widoki,te kwiaty ,miałam wrażenie jakbym tam była xD.Twoja wyobraźnia jest świetna!.Mam nadzieje że w końcu znajdzie "kogoś" przy którym będzie się czuła bezpiecznie xD.Na prawdę potrzebuje szczerych rozmów i zwierzeń.
    Bardzo podoba mi się twój wygląd bloga,jest super!.Serdecznie pozdrawiam i czekam na powiadomienie o kolejnym rozdziale ! ;3
    Alice~~^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Serdecznie zapraszam w wolnej chwili na 9 rozdział "Czarnego Lustra" :D
    Alice~~^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dziękuję za komentarz na moim blogu;) Cieszę się, że opowiadanie się podoba. Mam informować o nowych notkach? Masz ochotę czytać dalsze rozdziały?:) proszę o odpowiedź u mnie na blogu;)
    Ja Twoje rozdziały postaram się nadrobić jak najszybciej, żeby być na bieżąco, ale zbliża mi się sesja, więc może to troszkę potrwać;/ Ale komentarz otrzymasz na pewno!:) Zapraszam do obserwowania.

    Ściskam i pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) Z chęcią, informuj mnie! :) Zaraz dopiszę to u Ciebie :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. To język francuski;) Ustawiłam go, bo opowiadanie rozgrywa się we Francji i chciałam jakoś do tego nawiązać;D Cieszę się, że chcesz być powiadamiana:) Jak nadrobię Twoje rozdziały też będę prosić o powiadamianie;)

      Usuń