Translate

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 4

Uwaga, uwaga, uwaga! 
Ogłoszenia ;)
Imię Chloe przestało mi się podobać, zmieniłam je na Veronicę.
Imię Thomas również, nie pasuje mi tu, teraz nazywamy go Victorem ;)
~~~~~~~~~~~~
A teraz już normalnie xD
Wybaczcie, że długo nie dodawałam, wena mnie baardzo opuściła. Dopadła mnie natomiast wczoraj, o 24 xD Napisałam !ręcznie! około 756 słów, czyli jakieś 7 stron :)
Lecz tato mnie przyłapał o 24:36 :D Więc musiałam iść spać, ale wróciła, wróciła, wróciła :) :):):):):):)
Taak :)
Jest dobrze.
Lecz rozdział jest na początku wymuszony, a przy końcu... Nie podoba mi się. I z tej strony przesadzony i z tej :(
Wybaczcie :(
Efekt weny nocnej :D



Rozdział 4
-Co ci się śniło?- spytała zatroskana. Już świtało. Słońce wlewało się kaskadami przez okno, a ja zdolna byłam zauważyć nieliczne drobiny kurzu. Przymknęłam oczy i przywołałam wiadome wspomnienie. Eveline zamrugała gwałtownie.
-Jak myślisz… Dlaczego?- ponownie posłała mi pytające spojrzenie.
-Nie mam pojęcia.- powiedziałam już normalnie, ponieważ moje serce nieznacznie się uspokoiło.- Nigdy nic podobnego mi się nie przydarzyło…
-Trzeba poinformować Jareda.- wymawiała jego imię z niemalże czcią.
Lekko mnie to dziwiło.
Camille rozumiałam. Lecz ona?
-Czemu wy wszystkie tak go uwielbiacie?- spytałam, a ona zachichotała.
-No cóż… Jest elfem.- szepnęła jakby miało to wszystko wyjaśniać.
*****
-Camille…- w jej głosie, gdy to wypowiadała dało się czuć wzgardę.- Powinna tu przyjść, aby wyjaśnić ci wszystko. Chyba… Że zaśpi.- zachichotała cicho. W tym samym momencie usłyszałyśmy pukanie do drzwi. Dziewczyna wparowała do pokoju.
-Eveline!- szepnęła ostro.- Zniżam głos tylko po to, żeby nie zwrócić niczyjej uwagi. Nadal, mimo iż jesteś tu długo, jestem twoją przełożoną!- syczała. Dzisiaj była wyjątkowo humorzasta. Zresztą jak zwykle.
-Przepraszam.- rzuciła drwiąco ciemnoskóra, Ruda przewróciła oczami, po czym zwróciła się do mnie.
-Veronica
…- zaczęła z wahaniem.- Przebierz się.
Podała mi siatkę, a ja posłusznie ja wzięłam. Popatrzyłam się na nią pytająco.
-Resztę wyjaśnię ci później. Teraz muszę zająć się twoją znajomą.
Spojrzałam na Eveline, a ona tylko pokiwała głową.
-Aż tak słaba nie jestem.- prychnęła, co mnie rozbawiło. Skierowałam się ku drzwiom i weszłam do pomieszczenia. Od razu usłyszałam przyciszone, ostre szepty.
Rozległ się niemiły dźwięk. Najprawdopodobniej moja towarzyszka dostała w policzek.
-Cam!- wyrwało mi się. Dało się słyszeć kolejny cios, po którym usłyszałam chichot Przyjaciółki. Uf, już się bałam.
-Naprawdę, nie umacniasz mojego autorytetu.
-Dobrze…- odparła wymijająco, a Rudowłosa głośno westchnęła.
-Ach, życie z tobą jest trudne. Inni nie są aż tak oporni.
-Miałaś po prostu pecha. Trafiłaś na mnie.- zaśmiała się Eveline, a ja, ku memu zdziwieniu jej zawtórowałam, co zirytowało Camille.
-I jak?- rzuciła nagląco Ruda.
-Już…- powiedziałam melodyjnie. Wyjęłam zawiniątko z worka. Okazało się być ubraniem. Ubraniem dość specyficznym, jak na obecne, ludzkie kanony mody. W sumie było dość podobne do stroju Eveline. Zastanawiam się, jak skłonią mnie do noszenia czegoś podobnego.
Choć…
Znając je, szybko i skutecznie mnie do tego zmuszą.
Znajdowała się tam czarna bluzka z jednym ramiączkiem, również ciemne szorty… Oraz gorset, najprawdziwszy, wiązany z tyłu na ciemnoczerwony rzemyk.
-Dobra… To wszystko wygląda bardzo ładnie, lecz jak, do cholery mam to ubrać?- zapytałam zdziwiona.
Stłumiły chichot.
-Wierzymy w ciebie.
Gdy już się z tym uporałam, rzuciłam pobieżne spojrzenie do lustra. Moje włosy były zupełnie poplątane, a sama ja wyglądałam jakbym nie przespała kilka dobrych nocy. Stwierdzając, że muszę się jakoś rozbudzić zdjęłam ubranie i weszłam pod prysznic. Gorąca woda opływająca moją sylwetkę do reszty mnie otrzeźwiła. Zakończyłam kąpiel gdy poczułam, że moje ciało wreszcie się rozluźniło. No cóż, mimo wszystko stresowałam się nowym otoczeniem i znajomościami. A przede wszystkim Victorem. Budził on we mnie jakieś dziwne, niedające się zidentyfikować uczucie, które mnie denerwowało. Z jednej strony, dla dobra mojej psychiki unikałabym go, a z drugiej- przebywała przy nim jak najczęściej. Skomplikowane, lecz takie jest życie, czego nie raz doświadczyłam. Ponownie, już szybciej się ubrałam i wyszłam.
-Ładnie ci.- uśmiechnęła się Eveline.
-Dzięki.- mruknęłam, zbytnio zestresowana aby wyartykułować jakąkolwiek bardziej sensownie brzmiącą odpowiedź.
-Chodźmy.- wzięła mnie za rękę Camille, po czym bez mojej najmniejszej zgody wyciągnęła mnie z pokoju.
-Gdzie mnie zabierasz?- spytałam nie kryjąc ciekawości.
-Do lochów.
Przestraszyłam się, nie powiem.
Lochy, też mi coś… Nie brzmi to zbyt przyjaźnie, nie.
-Co mamy zamiar robić?
-Ja mam zamiar ci kazać.- nadmieniła rozbawiona.- Szczerze mówiąc wolałabym, gdybyś dowiedziała się o tym dopiero na miejscu.
-Jeśli tak sądzisz…
Podprowadziła mnie do schodów i pokiwała głową, nakazując zejść w dół. Zawahałam się jedynie chwilę i stwierdzając, że i tak prędzej czy później mnie do tego zmusi, poddałam się i posłusznie przeszłam parę kroków przed siebie. Czytający zapewne zaczął się zastanawiać dlaczego figuruje tu słowo parę. Jest tak, ponieważ po chwili usłyszałam nieznaczny szelest, który, w sumie miał prawo mnie lekko przestraszyć. Camille zachichotała.
-Jared…- mruknęła, mu do ucha, niby przypadkiem muskając je ustami.
Mężczyzna się zaśmiał.
-Lubię straszyć nowych…- odrzekł, zakręcając jej loki na palcu, aby po chwili zsunęły się i utworzyły idealną, podobnie jak na początku sprężynkę.
-Widzimy się wieczorem.- dodała tylko. Jej wzrok był wyjątkowo rozbiegany, a lekko zaróżowione policzki nadawały jej wygląd niezdrowo podnieconej sytuacją.
-Veronica, Veronica, Veronica…- zanuciła zamyślona, z błogim uśmiechem na twarzy.- Dzisiaj jest tak piękny dzień… Może tobie także poszczęści się z Victorem…
-Co? Skąd o nim wiesz?!- spytałam nieco zirytowana.
-Zbyt dużo fantazjujesz. Nieświadomie…
Tylko prychnęłam, co ją rozbawiło.
-W każdym bądź razie gratulacje.
Nadal kluczyłyśmy po zacienionych schodach. Co jakiś czas Camille witała się z jakimś przechodzącym elfem, onieśmielając mnie. Gdy w końcu zeszłyśmy ukazał nam się piękny mężczyzna. Jego wzrok hipnotyzował, a intensywny turkus jego oczu wpatrywał się we mnie z uwagą.
-A więc jesteście.
Cam kiwnęła głową.
-Jest zbyt łagodna, trzeba ją podszkolić, lecz nie przeczę, że nożem włada… Jak na swój młody wiek znakomicie.
Dziwnie było mi słuchać tego, jak wypowiada się oficjalnie. Nie pasowało to do niej, gryzło się z jej silną osobowością.
-Jak masz na imię?- spytał pociągającym basem.
-Veronica.
-Przypominasz mi coś… A raczej kogoś. Jedna z moich kobiet się tak nazywała…- mrugnął do mnie.- I wcale nie miałbym nic przeciwko, gdybyś zdecydowała się zostać moją towarzyszką.
-On już taki jest…- mruknęła mi do ucha Rudowłosa. –Stas…- dodała już głośno.- Zostawię ją tu. Czy mógłbyś wytłumaczyć jej co i jak?
-Oczywiście…
Camille ścisnęła mocniej moją dłoń, posłała ostrzegawcze spojrzenie mężczyźnie i wyszła, rzucając ‘Powodzenia’ do mnie.
-Vera…- Czarnowłosy użył znienawidzonego przeze mnie zdrobnienia, najprawdopodobniej pragnąc się przypodobać. Cóż, jego wysiłki były nieco zbyt śmiałe jak na mój gust. Podszedł do mnie powolnym krokiem, ustawił się przy moim boku, a biorąc mnie pod rękę utwierdził mnie w przekonaniu, że jest osobą nachalną i zdecydowaną. Nie powiem, nie miałam nic przeciwko byciu adorowaną, lecz… Tak od razu? Mimo wszystko z lubością wtuliłam się w niego, ponieważ bliskie towarzystwo mężczyzny mnie uspokajało.
-Wydaje mi się, że cię polubię…- zaśmiał się cicho, po czym poprowadził mnie wzdłuż jego najprawdopodobniej gabinetu.
Było to owalne pomieszczenie, a dominującą barwą była zieleń z nielicznymi przebłyskami czerwieni, która, przynajmniej dla mnie, gryzła się z seledynem.
-Moja pani…- zamruczał, a ja poczułam nieznaczny dotyk czubku jego nosa na moim uchu.
-T…Tak?
Gdy wspominałam o uczuciu bezpieczeństwa, zapomniałam dodać, iż jakakolwiek inicjatywa ze strony osoby mi towarzyszącej potęgowała we mnie zażenowanie. Miły dreszcz, jaki zawsze następował po nawet najmniejszym kontakcie z płcią przeciwną, przeszedł falą gdzieś w okolicy mostka, co upewniło mnie, że facet nie pozostaje mojemu Ja obojętny.
-Camille… Kazała mi wyjaśnić ci, jak funkcjonuje nasze społeczeństwo… Lecz, szczerze mówiąc, okazałaś się tak ciekawą osobowością, że chętnie okłamałbym ją, jak wróci, ponieważ uważam że rozmowa z tobą byłaby miłym przeżyciem.
Odsunął się ode mnie i delikatnie się uśmiechnął, ukazując proste, lśniące zęby. Bynajmniej nie odrzucała go moja niepewność, wręcz mu pasowała, co mnie dziwiło. Zwykle zniechęcałam nią większość ludzi.
Gdy tak taksował mnie wzrokiem, czułam się, jakbym była kompletnie naga, co mnie mocno krępowało. Żeby ukryć moją nieśmiałość, również poczęłam się mu bez skrępowania przyglądać.
Jego czarne, falujące włosy sięgały lekko za ramiona.
Przenikliwe, niebieskie, głębokie oczy zatrzymały się teraz gdzieś w okolicy mojej szyi, co nie ułatwiało mi koncentracji.
Mleczno-blada karnacja dość mocno kontrastowała z ciemną barwą kosmyków opadających na jego twarz. Jego ubranie było tak niecodzienne, jak na styl ówczesnych elfów. Miał na sobie granatowe jeansy, a koszula upstrzona była czarno-białymi, poziomymi paskami.
Nasze spojrzenia nagle się połączyły, co, ku memu zdziwieniu ani trochę nie zawstydziło Czarnowłosego. Wręcz bezczelnie posłał mi zawadiacki uśmiech, a niezdrowe ogniki w jego oczach świadczyły o tym, że był z siebie przynajmniej zadowolony.
-Tak więc… Na czym skończyliśmy? Ach, tak. Rozmowa z tobą byłaby miła. Czy Camille zastosowała przy tobie taryfę ulgową, miała dobry humor?- spytał, nachalnie śledząc każdy mój ruch, stojąc naprzeciwko.
Lekko skrzywiłam się na wspomnienie tamtego wieczoru.
-Raczej… Nie była zadowolona z roboty, jaką musiała odwalać.
-Zrobiła ci coś?- Stas automatycznie się wzburzył.- Tyle jej to wypominałem… Co prawda, ma lekkie skłonności do sadyzmu, więc uważaj…- podniósł rękę i odgarnął mi włosy opadające na twarz, z finezją zahaczając kosmyk za ucho. Opuścił dłoń, lekko wodząc opuszkami po mojej szyi, aby jego palce spoczęły na jednym z obojczyków. Westchnęłam cicho, walcząc z pomieszaniem uczuć. Były od siebie skrajnie różne… Niezdecydowanie było męczące.
Zrezygnowany odstąpił, spuszczając rękę, nie omieszkując mimo woli prześledzić zagłębienie mojej talii ze smutkiem w oczach. Schwyciłam jego dłoń własną, co zaowocowało nieśmiałym uśmiechem, który mnie oczarował.
Przestąpiłam z nogi na nogę, chcąc nieznacznie się do niego zbliżyć.
Zaśmiał się z moich nieudolnych prób, unosząc moją dłoń do ust i całując, cały czas bacznie obserwując mimikę mojej twarzy, aby wyłapać moment w którym pozwoli sobie na zbyt wiele. Czując pod opuszkami palców jego policzek, nie mogąc się oprzeć, delikatnie pogłaskałam go.
Moje zachowanie trochę zbiło go z panty kału, lecz bynajmniej wcale nie wywarło na nim złego wrażenia.
Czym prędzej, jakby przyjmując zezwolenie pokonał nikłą odległość jaka nas dzieliła i mnie pocałował.
Czułam jego ciepły oddech, który do reszty mnie uspokajał, czułam także jego palce, wybijające bliżej nieokreślony rytm w okolicy moich żeber. Jednocześnie drugą ręką błądził gdzieś po plecach, a ja udając, iż mi to pasuje, bo, szczerze mówiąc nowe bodźce dość mnie rozpraszały, oddałam się pieszczocie.
Lekko się odsunął, a łobuzerski uśmiech rozświetlający jego twarz, do reszty ocucił mnie ze stanu błogości, w jaki wpadłam.
-Dziękuję za ostrzeżenie…- dałam radę jedynie szepnąć, a on zachichotał, odwracając się i znów poczynając zagadkowo krążyć po pomieszczeniu.
*****
-Stas… Wydaje mi się, że mimo twoich szczerych chęci, Camille może się o tym incydencie dowiedzieć…- zasugerowałam, chwytając jego rękę i splątując nasze palce razem. Siedzieliśmy na blacie biurka, kołysząc beztrosko nogami.
Popatrzył się na mnie z uśmiechem.
-Przecież tego nie cofniemy…
-Raczej.- zachichotałam wspominając miłe przeżycie.
-No cóż… Jest do tego przyzwyczajona.- zaśmiał się.
-Sugerujesz coś?- spytałam rozbawiona.
Był tak czarujący, że nie sposób było się na niego gniewać.
-Myślę, że zareaguje łagodniej, gdy chociaż trochę się o nas dowiesz.- odrzekł, a ja pokiwałam głową, nie zauważając gwałtownej zmiany tematu.
-Elfy dzielimy ze względu na usposobienie oraz pochodzenie. Przebywasz teraz pośród elfów dobrych, czyli potomków Caius’a i Esterii. Źli, zwani potocznie Mrocznymi, krążą na zgubę ludzi po lasach i innych naturalnych terenach, porywając ich i wykorzystując. Zachowaniem podobne są do Puków. Czasami wydają się być przyjazne, aby zbyć człowieka, można nie rozpoznać również, że ma się kontakt z elfem, a nie przedstawicielem tego samego gatunku.- widząc moją minę, postanowił przerwać wątek.- W każdym bądź razie…
-Veronica!- usłyszałam krzyk Camille.
-Tak?- spytałam niechętnie, ściskając mocniej rękę Stasa. Nie miałam pojęcia dlaczego, lecz w jakimś stopniu się nim zauroczyłam. Postanowiłam, że postaram się nie wspominać o tym w towarzystwie Rudej.
-Jakoś ci się nie udaje.- mruknęła zdegustowana, wchodząc do pokoju.- Z nim?
-A przeszkadza ci to coś?- zapytał Czarnowłosy, zrywając się i stając naprzeciwko niej.
-Oczywiście, że nie… Tylko… Jest młoda… I w zasadzie nieświadoma.
-Nie mam żadnych zastrzeżeń.- powiedziałam, ignorując to, że oddychają głębiej i głośniej, nachylając się ku sobie z gniewnym wzrokiem.
‘Gdyby spojrzenia mogły zabijać…’ pomyślałam
-Byłoby miło.- zaśmiała się gorzko Cam.
-Oj, nawet nie wiesz jak, Veronico…- warknął Stas patrząc się na nią, by po chwili, podejść do mnie.
-Vera… Czas już iść.- poinformowała mnie Camille.
-Już.- szepnęłam.- Do zobaczenia…
-Do jutra.- uśmiechnął się Czarnowłosy.
Skierowałyśmy się powoli do drzwi, aby wejść po schodach na górę.
Po paru minutach Ruda wybuchła.
-Co ci strzeliło do głowy? Dlaczego on?!
-A przeszkadza ci to coś?- zacytowałam słowa mężczyzny.
-Mi nie… Lecz wydaje mi się, że nie jest to ktoś odpowiedni dla ciebie.
-A mogę się dowiedzieć jakimi pobudkami się kierujesz?
-Nie zrozumiesz mnie, nie teraz… Lecz po prostu mi zaufaj. Było już dużo takich jak ty.- mruknęła.
Pomaszerowałyśmy w ciszy do mojego pokoju.
-Eveline już jest.- oznajmiła cicho.
Otworzyłam drzwi i weszłam do pomieszczenia, żegnając się z dziewczyną.
-Witaj.- szepnęłam do Czarnoskórej.
-Cześć… Jak minął pierwszy dzień?
Nie miałam siły, aby wyartykułować na głos więcej, więc przywołałam parę wspomnień, omijając niektóre szczegóły.
-Wow… Jesteś tu dopiero dwa dni, a już kogoś zaliczyłaś.- zaśmiała się.
-EV!- krzyknęłam rozbawiona.- Przecież nic się nie wydarzyło!
-Wmawiaj sobie…

niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 3

Jestem :) Dodaję rozdział stosunkowo późno, lecz jakoś nie mogłam się skupić na pisaniu, wybaczcie... Wasze blogi poodwiedzam w poniedziałek, ponieważ nauczyciele zwykli nam mniej zadawać na wtorek :)
Pozdrawiam :)

Rozdział 3
Wpatrywała się we mnie uparcie, co mnie lekko onieśmielało.
-Jak… Tu trafiłaś?- spytałam cicho, nie wiedząc, czego się po niej spodziewać.
-Tak jak wszyscy.- prychnęła.- Ta suka mnie porwała.
Widocznie nie mogła pogodzić się ze swoim losem. Cóż, ja nawet polubiłam Camille, być może dlatego, że uratowała mi życie, a nie je zniszczyła.
-Czy jest tu aż tak źle?- spytałam zaciekawiona.
-Zależy, z jakiej strony się na to patrzy. Jestem tu zaledwie od dwóch miesięcy, nie mogę się wypowiedzieć obiektywnie. Na razie jestem wściekła na nich i mój los, ale to szczegół. Miałam świetlaną przyszłość, kochającą rodzinę… A tu muszę zaczynać zupełnie od zera.
-Ach. Ja dopiero co tu trafiłam. Poznałaś kogoś bliżej?
-Dlaczego się aż tak wypytujesz? Miałam nadzieję, że nie jesteś natrętem.- westchnęła cicho.- Tak… Może i poznałam.
-Miło.- mruknęłam, zniechęcona jej zdawkowymi, ignorującymi mnie odpowiedziami. Jakby była zmuszona przebywać ze mną, co, w sumie było prawda. Postanowiłam, ze może odszukam chłopaka, który wprosił się do mojego pokoju, jego przynajmniej nie nużyłam.
- Zaraz wrócę.- szepnęłam, po czym wyszłam, zostawiając niezwracająca na to uwagi Eveline.
Wydawało mi się, ze korytarz nieznacznie się zmienił, lecz nie zwracałam na to większej uwagi, ponieważ stwierdziłam, ze muszę odnaleźć chłopaka. Dziwiło mnie to, ze nie potrafiłam sama wytrzymać psychicznie, zawsze byłam outsiderką, nie lubiłam towarzystwa innych ludzi, bo rozłąka z przyjaciółką po zmianie szkoły była dla mnie ciężkim przeżyciem. Nagle zaczęłam wyrzucać sobie swoja głupotę; nie wiedziałam nawet, jak się nazywa. Jakim cudem zamierzałam go wtedy znaleźć? Nie mam pojęcia, ale perspektywa spotkania wydawała się tak pociągająca, iż pominęłam ten fakt. Mimo bycia na siebie zła w duchu, ruszyłam przed siebie. Mijałam kolejnych mężczyzn, lecz bałam się do nich odezwać słowem, albowiem w tej części tunelu nie wyglądali już tak przyjaźnie, jak wcześniej. Ich skora była jakby srebrzysta, a twarze niektórych przecinały ciemne blizny, które, jak później dane mi się było dowiedzieć były sprytnie zaprojektowanymi tatuażami. Ich włosy, prawie białe, związane były w rożne, ciekawe odmiany męskich fryzur. Ubrani byli w jakby... Starodawnie. Nie umiałam tego określić. Paru z nich niosło coś na kształt bereł, które zwieńczone były awenturowymi kamieniami, a ciemnozielona, głęboka barwa hipnotyzowała ludzkie oko. Przyglądali mi się z nieukrywana wrogością, a ich spojrzenia były tak magnetyzujące, ze wzroku od nich oderwać nie mogłam. Przerażało mnie to, a w końcu, wyczerpana, po jakiejś godzinie wędrówki bez bliżej określonego celu, podeszłam do wysokiej, połyskującej, ciemno seledynowej ściany, aby koło niej usiąść. Gdy to zrobiłam, zadrżałam z zimna, ponieważ kamienna posadzka była lodowata, co wcale nie umilało mi odpoczynku. Oparłam głowę na ramieniu. Chwile później poczułam, ze ktoś mi się przygląda, wiec zniechęcona podniosłam wzrok, ażeby uspokoić zaniepokojonego przechodnia, który, ku mojej radości, okazał się poszukiwanym przeze mnie brunetem.
-Mila jest, nie powiem. Żeby od razu wyganiać swoja koleżankę z pokoju...- prychnął, siadając kolo mnie. 
-Szczerze mówiąc... To ja sama od niej uciekłam. Nie jest zbytnio współczującą osobą. Pomyślałam... Ze może znajdę kogoś rozmownego na korytarzu.- uśmiechnęłam się.
-Jaka ona jest?- spytał, uparcie się we mnie wpatrując.
- Ciemnoskóra, ma na imię Eveline.
-Nie widziałem takowej…- mruknął zamyślony.- Przynajmniej nie na korytarzu, lecz jestem tu krótko, mogłem coś przeoczyć… Lub kogoś. Wybacz.
Pokiwałam głową.
-Nie wiem co robić. Szczerze mówiąc, boję się do niej wracać…
- Ja tym bardziej. Jakbyśmy weszli do waszego pokoju razem… Niezbyt to widzę. A to miejsce zbytnio do rozmowy mi nie pasuję. Jest… Dosyć dziwne. Dodatkowo, te elfy nie sprawiają wrażenia przyjaznych…- szepnął.
-Zgadzam się. - powiedziałam, po czym posłałam mu nieśmiały uśmiech, nic nie mogło zmącić mojej radości z odnalezienia chłopaka.- Ostatnim razem zapomniałam się ciebie o coś zapytać.

- A mianowicie?- posłał mi pytające spojrzenie.
-Jak masz na imię? 
Zachichotał, co wydało mi się groteskowe w połączeniu z jego kamienną twarzą, która rozjaśnił teraz przyjazny uśmiech.
-Thomas. A ty?
-Chloe.- szepnęłam.
-Nigdy nie spotkałem się z dziewczyną o tak ładnym imieniu.- mruknął, ale zaraz potem oczy mu się rozszerzyły, gdy najprawdopodobniej zrozumiał, co powiedział.
-Dzięki.- uśmiechnęłam się.- Wydaje mi się, że powoli będę musiała się zbierać, żeby nie oberwać od mojej nowej znajomej. Po niej można się wszystkiego spodziewać…
Kiwnął niepewnie głową.
Wstałam, odruchowo otrzepałam jeansy z wyimaginowanego kurzu, posłałam mu niepewne spojrzenie, lecz najpewniej zamyślił się głębiej, ponieważ począł się wpatrywać błędnym wzrokiem w przestrzeń. Zaintrygowało mnie to, ale stwierdziłam, że lepiej będzie mu nie przeszkadzać. Nigdy przecież nie wiadomo, jak ktoś tak nieprzewidywalny mógłby zareagować. Ruszyłam przed siebie, podążając do swojego nowego pokoju. Bałam się, jak zareaguje Eveline, lecz… Mimo wszystko coś mnie tam ciągnęło, a nagle rozmowa z chłopakiem zaczęła mnie tak krępować, że ledwo co mogłam ja utrzymywać, najchętniej zapadłabym się pod ziemię, a jednocześnie przytuliła go tak mocno, aby zrozumiał, co do niego czuję.

 „Przeklinam cię, nieśmiałości!” krążyło mi po głowie.
Było to bardzo skomplikowane, nie zauroczenie, nie przyjaźń… Dziwna zależność, chociaż zależnością nazwać tego nie można, po prostu czułam nieodpartą potrzebę przebywania z nim. Jego osobowość była tak magnetyzująca… To było dość specyficzne. Nikt mi się aż tak… Nie podobał? Uznałam, że wygodniej będzie nazywać rzeczy po imieniu, bardziej pogrążyć już się nie mogłam. Teraz, zapewne, ani słowa nie będę przy nim w stanie wypowiedzieć, lecz… Trudno.
Mimo woli drżałam, gdy przechodziłam  koło elfów, które mnie mijały. Były wyjątkowo przerażające, a perspektywa tego, ze miałam tu zostać przy najmniej do końca życia nie umilała mi spędzanego wśród nich czasu. Od czasu do czasu widywałam również kobiety, elfki.
W większości były one do siebie podobne; długie, czarne włosy kontrastowały z belą ich skóry tak ostro, iż czasem zmuszona byłam wręcz zamrugać, aby mój wzrok zaakceptował nagłą zmianę barw. Nosiły zwykłe, obcisłe ubrania, lekko niestosowne, lecz, mimo wszystko bardzo ładne.
 W końcu, po około godzinie, stanęłam przed drzwiami mojego pokoju. Zastanawiałam się, czy jest w tym jakikolwiek sens, lecz po chwili się przemogłam. Weszłam powoli i przycupnęłam na łóżku, nieśmiało zerkając na Eveline. Milczała, zapatrzona była w przestrzeń, najwidoczniej medytowała.
Nagle gwałtownie pokręciłam głową. To przecież pranie mózgu… Pomyślałam o medytacji, jakby była to jedna z tych prozaicznych czynności, które wykonuje się codziennie.
-Ev?- szepnęłam cicho.
-Tak?- mruknęła.- Daj mi pięć minut…
Usłużnie jej posłuchałam. Wcześniej nie skupiałam się aż tak na jej wyglądzie, lecz czas i znużenie spowodowały moje zainteresowanie jej osobą. Jej ciemne włosy układały się delikatnymi falami, sięgając talii, a nieliczne, luźne warkocze wpięte były przy tyle fryzury srebrnymi wsuwkami. Ubrana była w ciemne, krótkie szorty, które zdobione były turkusowymi wstążkami, przeplatanymi zygzakiem u boku oraz granatowy gorset, który uwydatniał jej szczupłą i pociągłą sylwetkę. Jej styl mnie trochę gorszył, lecz sądziłam, że lepiej będzie, jeśli zachowam spokój i nie wytknę jej tego za chwilę. Otworzyła ostro malowane oczy.
-Chloe.- zwróciła się do mnie z żalem w głosie.- Przepraszam cię, że tak zareagowałam. Nie chciałam, to był odruch… W sumie samych odruchów nas tu uczą, przynajmniej na zajęciach dla wojowniczek. Wybacz mi.
Zaskoczyła mnie tą nagłą skruchą.
Pokiwałam głową.
-Rozumiem cię… Też byłabym przerażona gdyby w takim miejscu ktoś by się włamał do mojego mieszkania.- prychnęłam, a ta zachichotała.
-Tak więc… Czego chciałaś się dowiedzieć?- spytała z ciekawością w głosie.
- Szczerze mówiąc jest tego dużo.
-Mamy na to prawie całą noc… Znaczy, przepraszam, ja mam na to prawie całą noc. Widzisz… Muszę ci zdradzić pewien sekret, Mentorki nie byłyby tym zachwycone, lecz nie chcę, żebyś przeżyła tak ciężki szok jak ja.- mruknęła, a ja posłałam jej pytające spojrzenie. Tajemnica? Czegóż ja się dowiaduję… Cały ten równoległy wszechświat mnie przeraża.
-Uwierz, mnie też.- oznajmiła, lecz widząc mój wyraz twarzy dodała szybko.- Elfy, aby wzmocnić naszą… Skuteczność… W walce, wstrzykują nam stopniowo swoją krew. Upuszczają naszą, ludzką…- prychnęła.- Też ci się wydaje, że to wszystko jest tylko koszmarem?
-Nie wiesz nawet, jak bardzo pragnę tego, aby się nim okazało. Upuszczają krew?!
Pokiwała głową, przytakując.
-Dzięki niej stajemy się silniejsi, bardziej odporni na ciosy… Oraz zyskujemy trochę przydatnych, elfich umiejętności. Camille zapewne pochwaliła ci się, że potrafi czytać w myślach? Mają specjalne kobiety, które są to tego… Można powiedzieć, że dobrowolnie wykorzystywane.- przymknęła oczy.- Elfy śpią dużo krócej niż ludzie, więc nie zdziw się, jeśli dość wcześnie wstanę lub będę czytać do późna.- uśmiechnęła się.- Czasami organizujemy wypady, oczywiście, za zgodą Jareda, do lasu. Żeby poczuć choć trochę odebranej nam wolności.- wyjaśniła.
-Miło…- zastanowiłam się chwilę.- Dziękuję, że tak szczegółowo mi to wszystko wyjaśniłaś, lecz mam jeszcze jedno pytanie. Jak, tak właściwie wyglądają zajęcia?- zapytałam z ciekawością.
-Za parę godzin się dowiesz.- zaśmiała się tajemniczo.
-Jeśli tak mówisz…
Położyłam się, przykryłam kocem, po czym przymknęłam oczy.
‘Zostaw mnie!’ krzyknęła Chloe, próbując wyrwać się z mocnych i zdecydowanych rąk jednej z mrocznych elfek.
‘I tak nas nie pokonasz…’ prychnęła Srebrnowłosa ‘Jesteśmy jeszcze dużo silniejsze…’ zamruczała oniemiałej, przerażonej dziewczynie do ucha.
‘Chloe!’ usłyszały jednocześnie kobiecy krzyk. ‘Porywają nas!’
‘Zdążyłam już to zauważyć…’ mimo niezbyt sympatycznej sytuacji dziewczyny nie opuścił sarkazm. Oderwała dłoń elfki od swojego przegubu, po czym wykręciła ją, co zaowocowało cichym jękiem przeciwniczki. Popchnęła ją, przyciskając do drzewa przodem. Zdziwiona zauważyła, że jej towarzyszka w tym samym czasie uczyniła to samo. Zachichotały jednocześnie.
‘Udało się.’ uśmiechnęły się.
‘Jakimś cudem…’ usłyszały zza siebie chrapliwy, męski głos. Oczy Chloe rozszerzyły się ze strachu. Doskonale wiedziała, kto to był.
‘Odejdź.’ mruknęła, starając się ukryć przerażenie.
Nagle poczuła uderzenie na wysokości karku.
‘Nie!’ zdążyła jeszcze krzyknąć Eveline. Jej przyjaciółka leżała nieruchomo, a nad nią majaczył mglisty cień. ‘Chloe!’ szeptała, podchodząc do ciała oniemiała. Pochyliła się nad nią i uklękła, nie spodziewając się ciosu, który nastąpił chwilę później. Obie tkwiły w bezruchu, patrząc szklistym wzrokiem przed siebie.
A ponad nimi unosiła się ledwo zauważalna mgła.
Zamrugałam oczyma gwałtownie.
-Co się stało?- spytała Eveline.
-Koszmar…- mruknęłam cicho, obejmując nogi rękoma.- Tylko koszmar… Mam nadzieję.- dodałam po chwili.

piątek, 6 grudnia 2013

Rozdział 2; Spotkania.

Witajcie ^^
Mam jakiś dziwnie dobry humor :)
Jest dobrze, ale dzisiaj w szkole- strasznie. Nie to samo co podstawówka z... Jej całym urokiem, o nie.
A szkoda...
Dedykuję rozdział Wspaniałej Alice oraz Tajemniczej, Niewidzialnej i Lanie Megan, która jest świetna, lecz długo nie wchodzi na bloga :(.
Pozdrawiam :)


Rozdział 2
Kiwnęła głową w stronę drzwi, a w jej oczach zdawało się czuć nieznaczne podniecenie. Rzuciłam okiem na Jareda. Dopiero teraz mogłam się skupić na jego wyglądzie, wcześniej byłam zbytnio rozemocjonowana.
Był on dosyć potężnie zbudowany, natura nie poskąpiła mu również wzrostu. Jego długie proste blond włosy opadały na ramiona, sięgając pasa. Ubrany był dość specyficznie; czarne, długie spodnie, ciemnoczerwona koszula oraz… Najprawdziwszy kapelusz na głowie. Nie wielu mężczyzn dane było mi widzieć w tak specyficznym nakryciu głowy.
Skierowałam swój wzrok niżej, zauważając, że chłopak jest boso.
Widząc, że się mu przyglądam, odchrząknął znacząco, co mnie dość speszyło.
-Do widzenia.- mruknęłam tylko, wychodząc tuż za Camille.
-Do zobaczenia, Chloë…
Wyszłyśmy z pokoju.
-Tak więc, podoba ci się Erasme?- wypaliła po kilku minutach ciszy.
Spojrzałam na nią zaskoczona.
-Tego nie powiedziałam!
Zachichotała.
-To widać.
Prychnęłam tylko, co jeszcze bardziej ją zaciekawiło. Nie sprawiała wrażenia osoby godnej zaufania.
Nagle, z chcącej mnie wręcz wykończyć, zmieniła swe nastawienie diametralnie. Wydawało mi się to co najmniej dziwne, więc nie odzywałam się, ewentualnie zdawkowo odpowiadałam.

Z chwili na chwilę zdawało się to ją coraz bardziej irytować.
-O co ci chodzi? - syknęła po kilku minutach bezowocnych prób.
-O nic...- mruknęłam, lecz czując na sobie jej przerażający wzrok, od razu się zreflektowałam.- Szczerze mówiąc, pierwszy raz go widzę, nie mam pojęcia, czy przypadł mi do gustu. 
 
`I mam nadzieję, nie ostatni.` dodałam w myślach, co ją rozbawiło.
Posłałam jej pytające spojrzenie.
 
-Jak...?- nie dokończyłam, lecz ona nie odpowiadała.
- Camille...- jęknęłam, wpatrując się w nią błagalnie.
Przewróciła oczami.
- Elfy posiadają umiejętność czytania w cudzych myślach.- nadmieniła tonem, jakby była zmuszana odczytać tekst z encyklopedii.
Wyrwało mi się ciche westchnienie.
 
- Wow.
- Wiem. - uśmiechnęła się.
Widocznie lubiła być w centrum uwagi.
- Na jakiej zasadzie to działa?
-Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że nie jest to takie cudowne, jakby mogło się wydawać. Nie wiem na przykład, co dzieje się w głowie takiego Jareda...
- Jak myślisz, dlaczego?
- Rozumujesz naprawdę wolno. On jest tego samego gatunku co ja, jest elfem. My czytamy w wyłącznie ludzkich umysłach.- dodała tajemniczym tonem.
- Ach... Czyli tylko my mamy tak... Nieszczelną głowę?- zapytałam zupełnie poważnie, a ta bezczelnie się zaśmiała.
- Chyba tak. - w dalszym ciągu nie mogła powstrzymać chichotu.
Przez chwilę panowała cisza, od czasu do czasu przerywana przez Camille i jej dobry humor.
-Więc wiesz, że w pewnym sensie… Mnie pociąga?
Zaśmiała się drwiąco.
-Tej myśli do siebie nie dopuszczałaś. Dzięki.
-Cholera.- zaklęłam, będąc zirytowana swoją głupotą.- Nie dość, że muszę przy tobie uważać na mój umysł, to i na słowa.
-Bywa.- mruknęła rozbawiona- Muszę ci przyznać, że jest przystojny. To odmieniec. Został podrzucony ludzkim rodzicom, lecz… Zaczęli oni coś podejrzewać. Zachowywał się dziwnie, tajemniczo, aczkolwiek… Miał w sobie coś magicznego, co podobało się ojcowi. Był strasznie zrozpaczony, kiedy chłopak ich zostawił, uciekając do swej prawdziwej ojczyzny.
-Prawdziwej ojczyzny?- spytałam zdziwiona.
-Szczerze mówiąc… Elfy żyją w równoległym wymiarze. U nas czas płynie zdecydowanie szybciej w porównaniu do ludzkiego. Wówczas, gdy teraz rozmawiamy, u siebie mogłabyś kończyć trzydzieste urodziny.- oznajmiła ze stoickim spokojem.
-Co?!
-Tak. A wracając do naszego tematu, masz możliwość poznać go bliżej na zajęciach lub w pracy.
Westchnęłam.
-Czego ja się tu dowiaduję…
Przez następne pół godziny szłyśmy w ciszy, przerywanej jedynie naszymi jednostajnymi* oddechami. Nie nużyło mnie to, wręcz przeciwnie, korytarz był bardzo ciekawym miejscem. Postacie pojawiające się na nim również. Przechodziło tędy paru mężczyzn, wszyscy byli ubrani równie groteskowo, co Jared. Szli boso, tak samo jak on, co nadal mnie dziwiło. W większości podobnie do niego mieli długie włosy, gładko opadające na ramiona lub do pasa. Ich krok był zaskakująco inny, tak odmienny od ludzkiego. Wydawałoby się, że płynęli.
Od czasu do czasu niektórzy przystawali, witając się z Camille całusem lub przytulając ją, a moją obecność akceptowali delikatnym skinieniem głowy. Czasami nieznacznie się uśmiechali, wpatrując się w moje brązowe oczy, aby wywołać zakłopotanie, po czym odwracali wzrok, rozbawieni sytuacją, cały czas przy tym rozmawiając z moją mentorką.
Mimo wszystko żaden nie równał się z uroda i urokiem osobistym Erasme. Prychnęłam w duchu. Zauroczył mnie chłopak, który zaledwie się do mnie uśmiechnął, a zrobił to najprawdopodobniej zatroskany faktem, iż byłam cała ubłocona i przerażona.
Cóż, życie pisze różne scenariusze.
-Prawda.- przerwała me rozmyślania Ruda.
-Cam?
-Tak?
-Co łączy ciebie i Jareda?
-Nie twoja sprawa.
- Ja ci przecież powiedziałam…- jęknęłam z wyrzutem, przez co dziewczyna westchnęła rozbawiona.
-Dobra. Tylko przelotny romans, nic więcej… Niestety.- szepnęła smutno.- Jest miły… Przystojny… I po prostu, jak to my, elfy, posiada magnetyzującą osobowość.- mrugnęła do mnie łobuzersko.
-Jesteś skromna, nie ma co…
Stanęłyśmy przed wąskimi, drewnianymi drzwiami.
Kobieta podeszła do nich bez słowa, wyciągnęła coś z kieszeni, prawdopodobnie klucz, ponieważ w jej ręce błysnęło coś srebrnego, po czym włożyła to coś w zamek.
Słysząc ciche, metaliczne kliknięcie, automatycznie się lekko skrzywiłam.
Wprowadziła mnie do małego, lecz przytulnego pokoju. Były w nim cztery łóżka.  Ściany były zielone, okno usytuowane tak, aby było z niego widać las. Pomieszczenie zauroczyło mnie swoim subtelnym wystrojem.
-Twój tymczasowy dom.- rzekła cicho, formalnym tonem Rudowłosa.- Masz towarzyszkę, która nie wie, że istniejesz.- zachichotała.- Więc może się trochę zdziwić. Przyjdzie tu za parę minut, gdy skończy swoje praktyki.
Po chwili ciszy wyszła bez większych wyjaśnień.
-Camille!- krzyknęłam za nią, lecz mnie zignorowała. Moje zdenerwowanie zaciekawiło pewnego chłopaka, który popatrzył się na mnie jak na przedmiot badań.
-Elfy.- prychnęłam, zatrzaskując drzwi.
Usiadłam na łóżku, zastanawiając się, jak przestawić się i wyjaśnić swoje pojawienie niczego nie świadomej współlokatorce.
Nagle usłyszałam nieśmiałe pukanie do drzwi.
-Tak?- szepnęłam przestraszona, że będzie to ona.
-Mogę wejść?- zdziwiona usłyszałam męski, delikatny i zdecydowany głos, nie należący ani do Jareda, ani do żadnego innego mężczyzny, którego znałam.
Poderwałam się czym prędzej i pokonałam krótki dystans, który dzielił mnie od mojego celu.
Chwyciłam za klamkę i przyciągnęłam ją do siebie. Moim oczom ukazał się ten sam chłopak, który ówcześnie się na mnie gapił. Odstawał od otoczenia. Włosy miał krótkie, brązowe, lekko falujące się przy skroniach, ubrany był także dość oryginalnie jak na panującą tu modę; zwykła, niebieska sportowa bluza i jeansy. Jego hipnotyzujące, ciemne tęczówki, niemal zlewające się z czarnymi oczami, do złudzenia przypominały bezdenną głębinę, wpatrując się we mnie z pewnym wyrazem zamyślenia. Wydawać by się mogło, że żyje on w zupełnie innej rzeczywistości.
-Witaj.- szepnął, przerywając ciszę.
Skinęłam głową, zbyt oniemiała siłą jego spojrzenia, aby odpowiedzieć spokojnie. Najprawdopodobniej sam nie był świadomy, w jaki sposób ono na mnie oddziałowuje, lecz wręcz czułam bijącą od niego niepewność i zdenerwowanie i podobnie do chłopaka przyjęłam taką samą postawę, co ułatwiała mi moja niewiedza.
-Ty też nie masz pojęcia, co właśnie się stało?- spytał, uwalniając mnie spod magnetycznej siły jego oczu, zmieniając ich punkt zaczepienia. Tym razem na swą ofiarę wybrał sobie podłogę, która pozostawała niewzruszona, po czym znów podążył nimi za mną.
-Dokładnie. Porwano mnie i dopiero teraz uświadomiono, że jeśli wrócę, zmienię ciąg czasoprzestrzeni i zostanę pyłem. Prawdopodobnie w ludzkim świecie już byłabym martwa…- oznajmiłam cicho.
Nagle zdziwiłam się, co chłopak pochwycił pasmo moich włosów, nieznacznie muskając przy tym szyję i począł się nim bawić, bez najmniejszego skrępowania.
Mimo wszystko, to uczucie, chociaż dziwne, było miłe. Jego bezpośredniość mi pasowała, ze względu na to, że sama byłam dość nieśmiała.
-Dobrze, że znalazłem kogoś podobnego do siebie…- mruknął plotąc niezdarny warkocz.
Widocznie tak radził sobie ze stresem.
Na chwilę zapanowała cisza.
-Oprowadzała cię Camille, czyż nie?- spytał, przenosząc swój wzrok ponownie na mnie. Nie uśmiechał się, patrzył się z zupełną uwagą, próbując jakby wyłapać całą mimikę mojej twarzy.
-Tak, ona. Ciekawa osoba. Kogo ty poznałeś jako pierwszego?
Zamrugał ze skupieniem.
-Wydaje mi się, że na imię jest mu Sewerus. Lecz nie jestem pewien. Porwała mnie kobieta… Najprawdopodobniej właśnie Camille. Zaprosiła mnie do kawiarni na obrzeżach miasta i stwierdziła, że w pobliżu jest ciekawy las. Ze względu na to, że lubię piesze wycieczki zgodziłem się. Jest kobietą drobnej budowy, nie spodziewałem się, że może być aż tak brutalna… A gdy się obudziłem, byłem już tutaj.-powiedział powoli, próbując sobie to wszystko przypomnieć.
-A jak spotkałeś Sewerusa?- wyszeptałam, nie mogąc ze zdenerwowania się zmusić do zmienienia tonacji głosu.
-A dlaczego ty nic mi o sobie nie zdradzisz?- na jego ustach zamajaczył delikatny uśmiech. Niby niepewny siebie, a jak… Bezpośredni.
Dziwiło mnie to.
Jego uśmiech mnie wręcz zauroczył, tyle zawartych było w nim uczuć, aż trudem go odwzajemniłam, próbując zachować go w pamięci jak najlepiej.
-Przy mnie Camille nie była aż tak delikatna. Od początku była ostra. Uciekłam z domu, moi rodzice… Kłócili się, wymagali ode mnie wiele ponad to, na co było mnie stać. Próbowali wlać we mnie swoje niespełnione marzenia.- na chwilę się zawahałam.
Po jaką cholerę mówię to chłopakowi poznanemu zaledwie przed minutą?
Zwykle przy płci przeciwnej tak się denerwowałam, że trudno mi było wykrztusić zaledwie słowo.
Pokiwał zachęcająco głową, wypuszczając delikatnie moje włosy z rąk.
Westchnęłam.
- Chwilę później… Postanowiła mnie… Sprawdzić? Nie wiem, znalazłam nóż, a ta bez słowa się na mnie rzuciła.- prychnęłam.- A gdy się obudziłam nagle zrobiła się taka jakaś przymilna. Dziwna osoba, ale mimo wszystko miła.
-Zbytnio jej nie znam, lecz Sewerus mi opowiadał… Że jest dość miłą, lecz humorzastą osobą.
-Z tym musze się zgodzić.- posłałam mu niepewny uśmiech.
-Miło mi się z tobą rozmawia.- rzekł cicho, wpatrując się w nasze buty.**
-Mi z tobą również... Obawiam się jednak, bo nie mam pojęcia, jak zareaguje na mnie moja lokatorka.
-Wiesz może, jak się nazywa? Może ją znam… Chociażby z widzenia. Mógłbym pomóc ci się przygotować na to spotkanie psychicznie.- mrugnął do mnie, co mnie zawstydziło.
-Nie mam pojęcia.- powiedziałam bezradnie.- Camille oznajmiła mi po prostu, że za chwile powinna się tu zjawić.
-Acha.-rzekł jakby formalnym tonem.-Więc zostawię cię już samą.- odparł cicho.
-Do zobaczenia.- szepnęłam.
-Do zobaczenia.- powtórzył, uśmiechając się nieśmiało.
Odwrócił się ku wyjściu i wyszedł, a ja, zupełnie ogłupiała tym, że przed chwilą przeprowadziłam pierwszy raz w życiu normalną rozmowę z przedstawicielem płci przeciwnej, opadłam na łóżko w euforii.
‘A jednak się da.’
*****
Usłyszałam szelest otwieranych drzwi.
-Kim jesteś?!- syknęła ciemnoskóra kobieta, skacząc i lądując ponad mną okrakiem.




- Chloë…- wydusiłam przerażona.
-Jak się tu dostałaś?- patrzyła się na mnie z wahaniem. Zgaduję, że zastanawiała się nad tym, czy zabić mnie teraz, czy zgłosić to Jaredowi.
-Camille mnie przyprowadziła… Jestem nowa.- wyszeptałam.
-Ach.- westchnęła, kiwając głową i zeskakując na swoje łóżko, które znajdowało się naprzeciwko mojego.- Jestem Eveline.
-Ładnie…- bąknęłam cicho.
-Ciebie też porwała?- spytała przyciszonym głosem.
Przytaknęłam.
-Przynajmniej co
ś nas łączy…

_______________________________________
* Jednostajnymi...
Pozostawię to bez komentarza.
Właśnie zobaczyliście, co fizyka robi z ludźmi :D
**Buty?
Pardon, moje glany a jego buty :D