Uwaga, uwaga, uwaga!
Ogłoszenia ;)
Imię Chloe przestało mi się podobać, zmieniłam je na Veronicę.
Imię Thomas również, nie pasuje mi tu, teraz nazywamy go Victorem ;)
~~~~~~~~~~~~
A teraz już normalnie xD
Wybaczcie, że długo nie dodawałam, wena mnie baardzo opuściła. Dopadła mnie natomiast wczoraj, o 24 xD Napisałam !ręcznie! około 756 słów, czyli jakieś 7 stron :)
Lecz tato mnie przyłapał o 24:36 :D Więc musiałam iść spać, ale wróciła, wróciła, wróciła :) :):):):):):)
Imię Chloe przestało mi się podobać, zmieniłam je na Veronicę.
Imię Thomas również, nie pasuje mi tu, teraz nazywamy go Victorem ;)
~~~~~~~~~~~~
A teraz już normalnie xD
Wybaczcie, że długo nie dodawałam, wena mnie baardzo opuściła. Dopadła mnie natomiast wczoraj, o 24 xD Napisałam !ręcznie! około 756 słów, czyli jakieś 7 stron :)
Lecz tato mnie przyłapał o 24:36 :D Więc musiałam iść spać, ale wróciła, wróciła, wróciła :) :):):):):):)
Taak :)
Jest dobrze.
Lecz rozdział jest na początku wymuszony, a przy końcu... Nie podoba mi się. I z tej strony przesadzony i z tej :(
Wybaczcie :(
Jest dobrze.
Lecz rozdział jest na początku wymuszony, a przy końcu... Nie podoba mi się. I z tej strony przesadzony i z tej :(
Wybaczcie :(
Efekt weny nocnej :D
Rozdział 4
-Co ci się śniło?- spytała zatroskana. Już świtało. Słońce wlewało się kaskadami przez okno, a ja zdolna byłam zauważyć nieliczne drobiny kurzu. Przymknęłam oczy i przywołałam wiadome wspomnienie. Eveline zamrugała gwałtownie.
-Jak myślisz… Dlaczego?- ponownie posłała mi pytające spojrzenie.
-Nie mam pojęcia.- powiedziałam już normalnie, ponieważ moje serce nieznacznie się uspokoiło.- Nigdy nic podobnego mi się nie przydarzyło…
-Trzeba poinformować Jareda.- wymawiała jego imię z niemalże czcią.
Lekko mnie to dziwiło.
Camille rozumiałam. Lecz ona?
-Czemu wy wszystkie tak go uwielbiacie?- spytałam, a ona zachichotała.
-No cóż… Jest elfem.- szepnęła jakby miało to wszystko wyjaśniać.
*****
-Camille…- w jej głosie, gdy to wypowiadała dało się czuć wzgardę.- Powinna tu przyjść, aby wyjaśnić ci wszystko. Chyba… Że zaśpi.- zachichotała cicho. W tym samym momencie usłyszałyśmy pukanie do drzwi. Dziewczyna wparowała do pokoju.
-Eveline!- szepnęła ostro.- Zniżam głos tylko po to, żeby nie zwrócić niczyjej uwagi. Nadal, mimo iż jesteś tu długo, jestem twoją przełożoną!- syczała. Dzisiaj była wyjątkowo humorzasta. Zresztą jak zwykle.
-Przepraszam.- rzuciła drwiąco ciemnoskóra, Ruda przewróciła oczami, po czym zwróciła się do mnie.
-Veronica…- zaczęła z wahaniem.- Przebierz się.
Podała mi siatkę, a ja posłusznie ja wzięłam. Popatrzyłam się na nią pytająco.
-Resztę wyjaśnię ci później. Teraz muszę zająć się twoją znajomą.
Spojrzałam na Eveline, a ona tylko pokiwała głową.
-Aż tak słaba nie jestem.- prychnęła, co mnie rozbawiło. Skierowałam się ku drzwiom i weszłam do pomieszczenia. Od razu usłyszałam przyciszone, ostre szepty.
Rozległ się niemiły dźwięk. Najprawdopodobniej moja towarzyszka dostała w policzek.
-Cam!- wyrwało mi się. Dało się słyszeć kolejny cios, po którym usłyszałam chichot Przyjaciółki. Uf, już się bałam.
-Naprawdę, nie umacniasz mojego autorytetu.
-Dobrze…- odparła wymijająco, a Rudowłosa głośno westchnęła.
-Ach, życie z tobą jest trudne. Inni nie są aż tak oporni.
-Miałaś po prostu pecha. Trafiłaś na mnie.- zaśmiała się Eveline, a ja, ku memu zdziwieniu jej zawtórowałam, co zirytowało Camille.
-I jak?- rzuciła nagląco Ruda.
-Już…- powiedziałam melodyjnie. Wyjęłam zawiniątko z worka. Okazało się być ubraniem. Ubraniem dość specyficznym, jak na obecne, ludzkie kanony mody. W sumie było dość podobne do stroju Eveline. Zastanawiam się, jak skłonią mnie do noszenia czegoś podobnego.
Choć…
Znając je, szybko i skutecznie mnie do tego zmuszą.
Znajdowała się tam czarna bluzka z jednym ramiączkiem, również ciemne szorty… Oraz gorset, najprawdziwszy, wiązany z tyłu na ciemnoczerwony rzemyk.
-Dobra… To wszystko wygląda bardzo ładnie, lecz jak, do cholery mam to ubrać?- zapytałam zdziwiona.
Stłumiły chichot.
-Wierzymy w ciebie.
Gdy już się z tym uporałam, rzuciłam pobieżne spojrzenie do lustra. Moje włosy były zupełnie poplątane, a sama ja wyglądałam jakbym nie przespała kilka dobrych nocy. Stwierdzając, że muszę się jakoś rozbudzić zdjęłam ubranie i weszłam pod prysznic. Gorąca woda opływająca moją sylwetkę do reszty mnie otrzeźwiła. Zakończyłam kąpiel gdy poczułam, że moje ciało wreszcie się rozluźniło. No cóż, mimo wszystko stresowałam się nowym otoczeniem i znajomościami. A przede wszystkim Victorem. Budził on we mnie jakieś dziwne, niedające się zidentyfikować uczucie, które mnie denerwowało. Z jednej strony, dla dobra mojej psychiki unikałabym go, a z drugiej- przebywała przy nim jak najczęściej. Skomplikowane, lecz takie jest życie, czego nie raz doświadczyłam. Ponownie, już szybciej się ubrałam i wyszłam.
-Ładnie ci.- uśmiechnęła się Eveline.
-Dzięki.- mruknęłam, zbytnio zestresowana aby wyartykułować jakąkolwiek bardziej sensownie brzmiącą odpowiedź.
-Chodźmy.- wzięła mnie za rękę Camille, po czym bez mojej najmniejszej zgody wyciągnęła mnie z pokoju.
-Gdzie mnie zabierasz?- spytałam nie kryjąc ciekawości.
-Do lochów.
Przestraszyłam się, nie powiem.
Lochy, też mi coś… Nie brzmi to zbyt przyjaźnie, nie.
-Co mamy zamiar robić?
-Ja mam zamiar ci kazać.- nadmieniła rozbawiona.- Szczerze mówiąc wolałabym, gdybyś dowiedziała się o tym dopiero na miejscu.
-Jeśli tak sądzisz…
Podprowadziła mnie do schodów i pokiwała głową, nakazując zejść w dół. Zawahałam się jedynie chwilę i stwierdzając, że i tak prędzej czy później mnie do tego zmusi, poddałam się i posłusznie przeszłam parę kroków przed siebie. Czytający zapewne zaczął się zastanawiać dlaczego figuruje tu słowo parę. Jest tak, ponieważ po chwili usłyszałam nieznaczny szelest, który, w sumie miał prawo mnie lekko przestraszyć. Camille zachichotała.
-Jared…- mruknęła, mu do ucha, niby przypadkiem muskając je ustami.
Mężczyzna się zaśmiał.
-Lubię straszyć nowych…- odrzekł, zakręcając jej loki na palcu, aby po chwili zsunęły się i utworzyły idealną, podobnie jak na początku sprężynkę.
-Widzimy się wieczorem.- dodała tylko. Jej wzrok był wyjątkowo rozbiegany, a lekko zaróżowione policzki nadawały jej wygląd niezdrowo podnieconej sytuacją.
-Veronica, Veronica, Veronica…- zanuciła zamyślona, z błogim uśmiechem na twarzy.- Dzisiaj jest tak piękny dzień… Może tobie także poszczęści się z Victorem…
-Co? Skąd o nim wiesz?!- spytałam nieco zirytowana.
-Zbyt dużo fantazjujesz. Nieświadomie…
Tylko prychnęłam, co ją rozbawiło.
-W każdym bądź razie gratulacje.
Nadal kluczyłyśmy po zacienionych schodach. Co jakiś czas Camille witała się z jakimś przechodzącym elfem, onieśmielając mnie. Gdy w końcu zeszłyśmy ukazał nam się piękny mężczyzna. Jego wzrok hipnotyzował, a intensywny turkus jego oczu wpatrywał się we mnie z uwagą.
-A więc jesteście.
Cam kiwnęła głową.
-Jest zbyt łagodna, trzeba ją podszkolić, lecz nie przeczę, że nożem włada… Jak na swój młody wiek znakomicie.
Dziwnie było mi słuchać tego, jak wypowiada się oficjalnie. Nie pasowało to do niej, gryzło się z jej silną osobowością.
-Jak masz na imię?- spytał pociągającym basem.
-Veronica.
-Przypominasz mi coś… A raczej kogoś. Jedna z moich kobiet się tak nazywała…- mrugnął do mnie.- I wcale nie miałbym nic przeciwko, gdybyś zdecydowała się zostać moją towarzyszką.
-On już taki jest…- mruknęła mi do ucha Rudowłosa. –Stas…- dodała już głośno.- Zostawię ją tu. Czy mógłbyś wytłumaczyć jej co i jak?
-Oczywiście…
Camille ścisnęła mocniej moją dłoń, posłała ostrzegawcze spojrzenie mężczyźnie i wyszła, rzucając ‘Powodzenia’ do mnie.
-Vera…- Czarnowłosy użył znienawidzonego przeze mnie zdrobnienia, najprawdopodobniej pragnąc się przypodobać. Cóż, jego wysiłki były nieco zbyt śmiałe jak na mój gust. Podszedł do mnie powolnym krokiem, ustawił się przy moim boku, a biorąc mnie pod rękę utwierdził mnie w przekonaniu, że jest osobą nachalną i zdecydowaną. Nie powiem, nie miałam nic przeciwko byciu adorowaną, lecz… Tak od razu? Mimo wszystko z lubością wtuliłam się w niego, ponieważ bliskie towarzystwo mężczyzny mnie uspokajało.
-Wydaje mi się, że cię polubię…- zaśmiał się cicho, po czym poprowadził mnie wzdłuż jego najprawdopodobniej gabinetu.
Było to owalne pomieszczenie, a dominującą barwą była zieleń z nielicznymi przebłyskami czerwieni, która, przynajmniej dla mnie, gryzła się z seledynem.
-Moja pani…- zamruczał, a ja poczułam nieznaczny dotyk czubku jego nosa na moim uchu.
-T…Tak?
Gdy wspominałam o uczuciu bezpieczeństwa, zapomniałam dodać, iż jakakolwiek inicjatywa ze strony osoby mi towarzyszącej potęgowała we mnie zażenowanie. Miły dreszcz, jaki zawsze następował po nawet najmniejszym kontakcie z płcią przeciwną, przeszedł falą gdzieś w okolicy mostka, co upewniło mnie, że facet nie pozostaje mojemu Ja obojętny.
-Camille… Kazała mi wyjaśnić ci, jak funkcjonuje nasze społeczeństwo… Lecz, szczerze mówiąc, okazałaś się tak ciekawą osobowością, że chętnie okłamałbym ją, jak wróci, ponieważ uważam że rozmowa z tobą byłaby miłym przeżyciem.
Odsunął się ode mnie i delikatnie się uśmiechnął, ukazując proste, lśniące zęby. Bynajmniej nie odrzucała go moja niepewność, wręcz mu pasowała, co mnie dziwiło. Zwykle zniechęcałam nią większość ludzi.
Gdy tak taksował mnie wzrokiem, czułam się, jakbym była kompletnie naga, co mnie mocno krępowało. Żeby ukryć moją nieśmiałość, również poczęłam się mu bez skrępowania przyglądać.
Jego czarne, falujące włosy sięgały lekko za ramiona.
Przenikliwe, niebieskie, głębokie oczy zatrzymały się teraz gdzieś w okolicy mojej szyi, co nie ułatwiało mi koncentracji.
Mleczno-blada karnacja dość mocno kontrastowała z ciemną barwą kosmyków opadających na jego twarz. Jego ubranie było tak niecodzienne, jak na styl ówczesnych elfów. Miał na sobie granatowe jeansy, a koszula upstrzona była czarno-białymi, poziomymi paskami.
Nasze spojrzenia nagle się połączyły, co, ku memu zdziwieniu ani trochę nie zawstydziło Czarnowłosego. Wręcz bezczelnie posłał mi zawadiacki uśmiech, a niezdrowe ogniki w jego oczach świadczyły o tym, że był z siebie przynajmniej zadowolony.
-Tak więc… Na czym skończyliśmy? Ach, tak. Rozmowa z tobą byłaby miła. Czy Camille zastosowała przy tobie taryfę ulgową, miała dobry humor?- spytał, nachalnie śledząc każdy mój ruch, stojąc naprzeciwko.
Lekko skrzywiłam się na wspomnienie tamtego wieczoru.
-Raczej… Nie była zadowolona z roboty, jaką musiała odwalać.
-Zrobiła ci coś?- Stas automatycznie się wzburzył.- Tyle jej to wypominałem… Co prawda, ma lekkie skłonności do sadyzmu, więc uważaj…- podniósł rękę i odgarnął mi włosy opadające na twarz, z finezją zahaczając kosmyk za ucho. Opuścił dłoń, lekko wodząc opuszkami po mojej szyi, aby jego palce spoczęły na jednym z obojczyków. Westchnęłam cicho, walcząc z pomieszaniem uczuć. Były od siebie skrajnie różne… Niezdecydowanie było męczące.
Zrezygnowany odstąpił, spuszczając rękę, nie omieszkując mimo woli prześledzić zagłębienie mojej talii ze smutkiem w oczach. Schwyciłam jego dłoń własną, co zaowocowało nieśmiałym uśmiechem, który mnie oczarował.
Przestąpiłam z nogi na nogę, chcąc nieznacznie się do niego zbliżyć.
Zaśmiał się z moich nieudolnych prób, unosząc moją dłoń do ust i całując, cały czas bacznie obserwując mimikę mojej twarzy, aby wyłapać moment w którym pozwoli sobie na zbyt wiele. Czując pod opuszkami palców jego policzek, nie mogąc się oprzeć, delikatnie pogłaskałam go.
Moje zachowanie trochę zbiło go z panty kału, lecz bynajmniej wcale nie wywarło na nim złego wrażenia.
Czym prędzej, jakby przyjmując zezwolenie pokonał nikłą odległość jaka nas dzieliła i mnie pocałował.
Czułam jego ciepły oddech, który do reszty mnie uspokajał, czułam także jego palce, wybijające bliżej nieokreślony rytm w okolicy moich żeber. Jednocześnie drugą ręką błądził gdzieś po plecach, a ja udając, iż mi to pasuje, bo, szczerze mówiąc nowe bodźce dość mnie rozpraszały, oddałam się pieszczocie.
Lekko się odsunął, a łobuzerski uśmiech rozświetlający jego twarz, do reszty ocucił mnie ze stanu błogości, w jaki wpadłam.
-Dziękuję za ostrzeżenie…- dałam radę jedynie szepnąć, a on zachichotał, odwracając się i znów poczynając zagadkowo krążyć po pomieszczeniu.
*****
-Stas… Wydaje mi się, że mimo twoich szczerych chęci, Camille może się o tym incydencie dowiedzieć…- zasugerowałam, chwytając jego rękę i splątując nasze palce razem. Siedzieliśmy na blacie biurka, kołysząc beztrosko nogami.
Popatrzył się na mnie z uśmiechem.
-Przecież tego nie cofniemy…
-Raczej.- zachichotałam wspominając miłe przeżycie.
-No cóż… Jest do tego przyzwyczajona.- zaśmiał się.
-Sugerujesz coś?- spytałam rozbawiona.
Był tak czarujący, że nie sposób było się na niego gniewać.
-Myślę, że zareaguje łagodniej, gdy chociaż trochę się o nas dowiesz.- odrzekł, a ja pokiwałam głową, nie zauważając gwałtownej zmiany tematu.
-Elfy dzielimy ze względu na usposobienie oraz pochodzenie. Przebywasz teraz pośród elfów dobrych, czyli potomków Caius’a i Esterii. Źli, zwani potocznie Mrocznymi, krążą na zgubę ludzi po lasach i innych naturalnych terenach, porywając ich i wykorzystując. Zachowaniem podobne są do Puków. Czasami wydają się być przyjazne, aby zbyć człowieka, można nie rozpoznać również, że ma się kontakt z elfem, a nie przedstawicielem tego samego gatunku.- widząc moją minę, postanowił przerwać wątek.- W każdym bądź razie…
-Veronica!- usłyszałam krzyk Camille.
-Tak?- spytałam niechętnie, ściskając mocniej rękę Stasa. Nie miałam pojęcia dlaczego, lecz w jakimś stopniu się nim zauroczyłam. Postanowiłam, że postaram się nie wspominać o tym w towarzystwie Rudej.
-Jakoś ci się nie udaje.- mruknęła zdegustowana, wchodząc do pokoju.- Z nim?
-A przeszkadza ci to coś?- zapytał Czarnowłosy, zrywając się i stając naprzeciwko niej.
-Oczywiście, że nie… Tylko… Jest młoda… I w zasadzie nieświadoma.
-Nie mam żadnych zastrzeżeń.- powiedziałam, ignorując to, że oddychają głębiej i głośniej, nachylając się ku sobie z gniewnym wzrokiem.
‘Gdyby spojrzenia mogły zabijać…’ pomyślałam
-Byłoby miło.- zaśmiała się gorzko Cam.
-Oj, nawet nie wiesz jak, Veronico…- warknął Stas patrząc się na nią, by po chwili, podejść do mnie.
-Vera… Czas już iść.- poinformowała mnie Camille.
-Już.- szepnęłam.- Do zobaczenia…
-Do jutra.- uśmiechnął się Czarnowłosy.
Skierowałyśmy się powoli do drzwi, aby wejść po schodach na górę.
Po paru minutach Ruda wybuchła.
-Co ci strzeliło do głowy? Dlaczego on?!
-A przeszkadza ci to coś?- zacytowałam słowa mężczyzny.
-Mi nie… Lecz wydaje mi się, że nie jest to ktoś odpowiedni dla ciebie.
-A mogę się dowiedzieć jakimi pobudkami się kierujesz?
-Nie zrozumiesz mnie, nie teraz… Lecz po prostu mi zaufaj. Było już dużo takich jak ty.- mruknęła.
Pomaszerowałyśmy w ciszy do mojego pokoju.
-Eveline już jest.- oznajmiła cicho.
Otworzyłam drzwi i weszłam do pomieszczenia, żegnając się z dziewczyną.
-Witaj.- szepnęłam do Czarnoskórej.
-Cześć… Jak minął pierwszy dzień?
Nie miałam siły, aby wyartykułować na głos więcej, więc przywołałam parę wspomnień, omijając niektóre szczegóły.
-Wow… Jesteś tu dopiero dwa dni, a już kogoś zaliczyłaś.- zaśmiała się.
-EV!- krzyknęłam rozbawiona.- Przecież nic się nie wydarzyło!
-Wmawiaj sobie…
Rozdział 4
-Co ci się śniło?- spytała zatroskana. Już świtało. Słońce wlewało się kaskadami przez okno, a ja zdolna byłam zauważyć nieliczne drobiny kurzu. Przymknęłam oczy i przywołałam wiadome wspomnienie. Eveline zamrugała gwałtownie.
-Jak myślisz… Dlaczego?- ponownie posłała mi pytające spojrzenie.
-Nie mam pojęcia.- powiedziałam już normalnie, ponieważ moje serce nieznacznie się uspokoiło.- Nigdy nic podobnego mi się nie przydarzyło…
-Trzeba poinformować Jareda.- wymawiała jego imię z niemalże czcią.
Lekko mnie to dziwiło.
Camille rozumiałam. Lecz ona?
-Czemu wy wszystkie tak go uwielbiacie?- spytałam, a ona zachichotała.
-No cóż… Jest elfem.- szepnęła jakby miało to wszystko wyjaśniać.
*****
-Camille…- w jej głosie, gdy to wypowiadała dało się czuć wzgardę.- Powinna tu przyjść, aby wyjaśnić ci wszystko. Chyba… Że zaśpi.- zachichotała cicho. W tym samym momencie usłyszałyśmy pukanie do drzwi. Dziewczyna wparowała do pokoju.
-Eveline!- szepnęła ostro.- Zniżam głos tylko po to, żeby nie zwrócić niczyjej uwagi. Nadal, mimo iż jesteś tu długo, jestem twoją przełożoną!- syczała. Dzisiaj była wyjątkowo humorzasta. Zresztą jak zwykle.
-Przepraszam.- rzuciła drwiąco ciemnoskóra, Ruda przewróciła oczami, po czym zwróciła się do mnie.
-Veronica…- zaczęła z wahaniem.- Przebierz się.
Podała mi siatkę, a ja posłusznie ja wzięłam. Popatrzyłam się na nią pytająco.
-Resztę wyjaśnię ci później. Teraz muszę zająć się twoją znajomą.
Spojrzałam na Eveline, a ona tylko pokiwała głową.
-Aż tak słaba nie jestem.- prychnęła, co mnie rozbawiło. Skierowałam się ku drzwiom i weszłam do pomieszczenia. Od razu usłyszałam przyciszone, ostre szepty.
Rozległ się niemiły dźwięk. Najprawdopodobniej moja towarzyszka dostała w policzek.
-Cam!- wyrwało mi się. Dało się słyszeć kolejny cios, po którym usłyszałam chichot Przyjaciółki. Uf, już się bałam.
-Naprawdę, nie umacniasz mojego autorytetu.
-Dobrze…- odparła wymijająco, a Rudowłosa głośno westchnęła.
-Ach, życie z tobą jest trudne. Inni nie są aż tak oporni.
-Miałaś po prostu pecha. Trafiłaś na mnie.- zaśmiała się Eveline, a ja, ku memu zdziwieniu jej zawtórowałam, co zirytowało Camille.
-I jak?- rzuciła nagląco Ruda.
-Już…- powiedziałam melodyjnie. Wyjęłam zawiniątko z worka. Okazało się być ubraniem. Ubraniem dość specyficznym, jak na obecne, ludzkie kanony mody. W sumie było dość podobne do stroju Eveline. Zastanawiam się, jak skłonią mnie do noszenia czegoś podobnego.
Choć…
Znając je, szybko i skutecznie mnie do tego zmuszą.
Znajdowała się tam czarna bluzka z jednym ramiączkiem, również ciemne szorty… Oraz gorset, najprawdziwszy, wiązany z tyłu na ciemnoczerwony rzemyk.
-Dobra… To wszystko wygląda bardzo ładnie, lecz jak, do cholery mam to ubrać?- zapytałam zdziwiona.
Stłumiły chichot.
-Wierzymy w ciebie.
Gdy już się z tym uporałam, rzuciłam pobieżne spojrzenie do lustra. Moje włosy były zupełnie poplątane, a sama ja wyglądałam jakbym nie przespała kilka dobrych nocy. Stwierdzając, że muszę się jakoś rozbudzić zdjęłam ubranie i weszłam pod prysznic. Gorąca woda opływająca moją sylwetkę do reszty mnie otrzeźwiła. Zakończyłam kąpiel gdy poczułam, że moje ciało wreszcie się rozluźniło. No cóż, mimo wszystko stresowałam się nowym otoczeniem i znajomościami. A przede wszystkim Victorem. Budził on we mnie jakieś dziwne, niedające się zidentyfikować uczucie, które mnie denerwowało. Z jednej strony, dla dobra mojej psychiki unikałabym go, a z drugiej- przebywała przy nim jak najczęściej. Skomplikowane, lecz takie jest życie, czego nie raz doświadczyłam. Ponownie, już szybciej się ubrałam i wyszłam.
-Ładnie ci.- uśmiechnęła się Eveline.
-Dzięki.- mruknęłam, zbytnio zestresowana aby wyartykułować jakąkolwiek bardziej sensownie brzmiącą odpowiedź.
-Chodźmy.- wzięła mnie za rękę Camille, po czym bez mojej najmniejszej zgody wyciągnęła mnie z pokoju.
-Gdzie mnie zabierasz?- spytałam nie kryjąc ciekawości.
-Do lochów.
Przestraszyłam się, nie powiem.
Lochy, też mi coś… Nie brzmi to zbyt przyjaźnie, nie.
-Co mamy zamiar robić?
-Ja mam zamiar ci kazać.- nadmieniła rozbawiona.- Szczerze mówiąc wolałabym, gdybyś dowiedziała się o tym dopiero na miejscu.
-Jeśli tak sądzisz…
Podprowadziła mnie do schodów i pokiwała głową, nakazując zejść w dół. Zawahałam się jedynie chwilę i stwierdzając, że i tak prędzej czy później mnie do tego zmusi, poddałam się i posłusznie przeszłam parę kroków przed siebie. Czytający zapewne zaczął się zastanawiać dlaczego figuruje tu słowo parę. Jest tak, ponieważ po chwili usłyszałam nieznaczny szelest, który, w sumie miał prawo mnie lekko przestraszyć. Camille zachichotała.
-Jared…- mruknęła, mu do ucha, niby przypadkiem muskając je ustami.
Mężczyzna się zaśmiał.
-Lubię straszyć nowych…- odrzekł, zakręcając jej loki na palcu, aby po chwili zsunęły się i utworzyły idealną, podobnie jak na początku sprężynkę.
-Widzimy się wieczorem.- dodała tylko. Jej wzrok był wyjątkowo rozbiegany, a lekko zaróżowione policzki nadawały jej wygląd niezdrowo podnieconej sytuacją.
-Veronica, Veronica, Veronica…- zanuciła zamyślona, z błogim uśmiechem na twarzy.- Dzisiaj jest tak piękny dzień… Może tobie także poszczęści się z Victorem…
-Co? Skąd o nim wiesz?!- spytałam nieco zirytowana.
-Zbyt dużo fantazjujesz. Nieświadomie…
Tylko prychnęłam, co ją rozbawiło.
-W każdym bądź razie gratulacje.
Nadal kluczyłyśmy po zacienionych schodach. Co jakiś czas Camille witała się z jakimś przechodzącym elfem, onieśmielając mnie. Gdy w końcu zeszłyśmy ukazał nam się piękny mężczyzna. Jego wzrok hipnotyzował, a intensywny turkus jego oczu wpatrywał się we mnie z uwagą.
-A więc jesteście.
Cam kiwnęła głową.
-Jest zbyt łagodna, trzeba ją podszkolić, lecz nie przeczę, że nożem włada… Jak na swój młody wiek znakomicie.
Dziwnie było mi słuchać tego, jak wypowiada się oficjalnie. Nie pasowało to do niej, gryzło się z jej silną osobowością.
-Jak masz na imię?- spytał pociągającym basem.
-Veronica.
-Przypominasz mi coś… A raczej kogoś. Jedna z moich kobiet się tak nazywała…- mrugnął do mnie.- I wcale nie miałbym nic przeciwko, gdybyś zdecydowała się zostać moją towarzyszką.
-On już taki jest…- mruknęła mi do ucha Rudowłosa. –Stas…- dodała już głośno.- Zostawię ją tu. Czy mógłbyś wytłumaczyć jej co i jak?
-Oczywiście…
Camille ścisnęła mocniej moją dłoń, posłała ostrzegawcze spojrzenie mężczyźnie i wyszła, rzucając ‘Powodzenia’ do mnie.
-Vera…- Czarnowłosy użył znienawidzonego przeze mnie zdrobnienia, najprawdopodobniej pragnąc się przypodobać. Cóż, jego wysiłki były nieco zbyt śmiałe jak na mój gust. Podszedł do mnie powolnym krokiem, ustawił się przy moim boku, a biorąc mnie pod rękę utwierdził mnie w przekonaniu, że jest osobą nachalną i zdecydowaną. Nie powiem, nie miałam nic przeciwko byciu adorowaną, lecz… Tak od razu? Mimo wszystko z lubością wtuliłam się w niego, ponieważ bliskie towarzystwo mężczyzny mnie uspokajało.
-Wydaje mi się, że cię polubię…- zaśmiał się cicho, po czym poprowadził mnie wzdłuż jego najprawdopodobniej gabinetu.
Było to owalne pomieszczenie, a dominującą barwą była zieleń z nielicznymi przebłyskami czerwieni, która, przynajmniej dla mnie, gryzła się z seledynem.
-Moja pani…- zamruczał, a ja poczułam nieznaczny dotyk czubku jego nosa na moim uchu.
-T…Tak?
Gdy wspominałam o uczuciu bezpieczeństwa, zapomniałam dodać, iż jakakolwiek inicjatywa ze strony osoby mi towarzyszącej potęgowała we mnie zażenowanie. Miły dreszcz, jaki zawsze następował po nawet najmniejszym kontakcie z płcią przeciwną, przeszedł falą gdzieś w okolicy mostka, co upewniło mnie, że facet nie pozostaje mojemu Ja obojętny.
-Camille… Kazała mi wyjaśnić ci, jak funkcjonuje nasze społeczeństwo… Lecz, szczerze mówiąc, okazałaś się tak ciekawą osobowością, że chętnie okłamałbym ją, jak wróci, ponieważ uważam że rozmowa z tobą byłaby miłym przeżyciem.
Odsunął się ode mnie i delikatnie się uśmiechnął, ukazując proste, lśniące zęby. Bynajmniej nie odrzucała go moja niepewność, wręcz mu pasowała, co mnie dziwiło. Zwykle zniechęcałam nią większość ludzi.
Gdy tak taksował mnie wzrokiem, czułam się, jakbym była kompletnie naga, co mnie mocno krępowało. Żeby ukryć moją nieśmiałość, również poczęłam się mu bez skrępowania przyglądać.
Jego czarne, falujące włosy sięgały lekko za ramiona.
Przenikliwe, niebieskie, głębokie oczy zatrzymały się teraz gdzieś w okolicy mojej szyi, co nie ułatwiało mi koncentracji.
Mleczno-blada karnacja dość mocno kontrastowała z ciemną barwą kosmyków opadających na jego twarz. Jego ubranie było tak niecodzienne, jak na styl ówczesnych elfów. Miał na sobie granatowe jeansy, a koszula upstrzona była czarno-białymi, poziomymi paskami.
Nasze spojrzenia nagle się połączyły, co, ku memu zdziwieniu ani trochę nie zawstydziło Czarnowłosego. Wręcz bezczelnie posłał mi zawadiacki uśmiech, a niezdrowe ogniki w jego oczach świadczyły o tym, że był z siebie przynajmniej zadowolony.
-Tak więc… Na czym skończyliśmy? Ach, tak. Rozmowa z tobą byłaby miła. Czy Camille zastosowała przy tobie taryfę ulgową, miała dobry humor?- spytał, nachalnie śledząc każdy mój ruch, stojąc naprzeciwko.
Lekko skrzywiłam się na wspomnienie tamtego wieczoru.
-Raczej… Nie była zadowolona z roboty, jaką musiała odwalać.
-Zrobiła ci coś?- Stas automatycznie się wzburzył.- Tyle jej to wypominałem… Co prawda, ma lekkie skłonności do sadyzmu, więc uważaj…- podniósł rękę i odgarnął mi włosy opadające na twarz, z finezją zahaczając kosmyk za ucho. Opuścił dłoń, lekko wodząc opuszkami po mojej szyi, aby jego palce spoczęły na jednym z obojczyków. Westchnęłam cicho, walcząc z pomieszaniem uczuć. Były od siebie skrajnie różne… Niezdecydowanie było męczące.
Zrezygnowany odstąpił, spuszczając rękę, nie omieszkując mimo woli prześledzić zagłębienie mojej talii ze smutkiem w oczach. Schwyciłam jego dłoń własną, co zaowocowało nieśmiałym uśmiechem, który mnie oczarował.
Przestąpiłam z nogi na nogę, chcąc nieznacznie się do niego zbliżyć.
Zaśmiał się z moich nieudolnych prób, unosząc moją dłoń do ust i całując, cały czas bacznie obserwując mimikę mojej twarzy, aby wyłapać moment w którym pozwoli sobie na zbyt wiele. Czując pod opuszkami palców jego policzek, nie mogąc się oprzeć, delikatnie pogłaskałam go.
Moje zachowanie trochę zbiło go z panty kału, lecz bynajmniej wcale nie wywarło na nim złego wrażenia.
Czym prędzej, jakby przyjmując zezwolenie pokonał nikłą odległość jaka nas dzieliła i mnie pocałował.
Czułam jego ciepły oddech, który do reszty mnie uspokajał, czułam także jego palce, wybijające bliżej nieokreślony rytm w okolicy moich żeber. Jednocześnie drugą ręką błądził gdzieś po plecach, a ja udając, iż mi to pasuje, bo, szczerze mówiąc nowe bodźce dość mnie rozpraszały, oddałam się pieszczocie.
Lekko się odsunął, a łobuzerski uśmiech rozświetlający jego twarz, do reszty ocucił mnie ze stanu błogości, w jaki wpadłam.
-Dziękuję za ostrzeżenie…- dałam radę jedynie szepnąć, a on zachichotał, odwracając się i znów poczynając zagadkowo krążyć po pomieszczeniu.
*****
-Stas… Wydaje mi się, że mimo twoich szczerych chęci, Camille może się o tym incydencie dowiedzieć…- zasugerowałam, chwytając jego rękę i splątując nasze palce razem. Siedzieliśmy na blacie biurka, kołysząc beztrosko nogami.
Popatrzył się na mnie z uśmiechem.
-Przecież tego nie cofniemy…
-Raczej.- zachichotałam wspominając miłe przeżycie.
-No cóż… Jest do tego przyzwyczajona.- zaśmiał się.
-Sugerujesz coś?- spytałam rozbawiona.
Był tak czarujący, że nie sposób było się na niego gniewać.
-Myślę, że zareaguje łagodniej, gdy chociaż trochę się o nas dowiesz.- odrzekł, a ja pokiwałam głową, nie zauważając gwałtownej zmiany tematu.
-Elfy dzielimy ze względu na usposobienie oraz pochodzenie. Przebywasz teraz pośród elfów dobrych, czyli potomków Caius’a i Esterii. Źli, zwani potocznie Mrocznymi, krążą na zgubę ludzi po lasach i innych naturalnych terenach, porywając ich i wykorzystując. Zachowaniem podobne są do Puków. Czasami wydają się być przyjazne, aby zbyć człowieka, można nie rozpoznać również, że ma się kontakt z elfem, a nie przedstawicielem tego samego gatunku.- widząc moją minę, postanowił przerwać wątek.- W każdym bądź razie…
-Veronica!- usłyszałam krzyk Camille.
-Tak?- spytałam niechętnie, ściskając mocniej rękę Stasa. Nie miałam pojęcia dlaczego, lecz w jakimś stopniu się nim zauroczyłam. Postanowiłam, że postaram się nie wspominać o tym w towarzystwie Rudej.
-Jakoś ci się nie udaje.- mruknęła zdegustowana, wchodząc do pokoju.- Z nim?
-A przeszkadza ci to coś?- zapytał Czarnowłosy, zrywając się i stając naprzeciwko niej.
-Oczywiście, że nie… Tylko… Jest młoda… I w zasadzie nieświadoma.
-Nie mam żadnych zastrzeżeń.- powiedziałam, ignorując to, że oddychają głębiej i głośniej, nachylając się ku sobie z gniewnym wzrokiem.
‘Gdyby spojrzenia mogły zabijać…’ pomyślałam
-Byłoby miło.- zaśmiała się gorzko Cam.
-Oj, nawet nie wiesz jak, Veronico…- warknął Stas patrząc się na nią, by po chwili, podejść do mnie.
-Vera… Czas już iść.- poinformowała mnie Camille.
-Już.- szepnęłam.- Do zobaczenia…
-Do jutra.- uśmiechnął się Czarnowłosy.
Skierowałyśmy się powoli do drzwi, aby wejść po schodach na górę.
Po paru minutach Ruda wybuchła.
-Co ci strzeliło do głowy? Dlaczego on?!
-A przeszkadza ci to coś?- zacytowałam słowa mężczyzny.
-Mi nie… Lecz wydaje mi się, że nie jest to ktoś odpowiedni dla ciebie.
-A mogę się dowiedzieć jakimi pobudkami się kierujesz?
-Nie zrozumiesz mnie, nie teraz… Lecz po prostu mi zaufaj. Było już dużo takich jak ty.- mruknęła.
Pomaszerowałyśmy w ciszy do mojego pokoju.
-Eveline już jest.- oznajmiła cicho.
Otworzyłam drzwi i weszłam do pomieszczenia, żegnając się z dziewczyną.
-Witaj.- szepnęłam do Czarnoskórej.
-Cześć… Jak minął pierwszy dzień?
Nie miałam siły, aby wyartykułować na głos więcej, więc przywołałam parę wspomnień, omijając niektóre szczegóły.
-Wow… Jesteś tu dopiero dwa dni, a już kogoś zaliczyłaś.- zaśmiała się.
-EV!- krzyknęłam rozbawiona.- Przecież nic się nie wydarzyło!
-Wmawiaj sobie…