Translate

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 5

Witajcie :)
Właśnie mam zamiar posprawdzać Wasze blogi ;*
.
.
.
.
Rozdział 5
-Ach, te uszy tak mnie denerwują…- jęknęła ze złością Eveline, odsłaniając szpiczastą chrząstkę.
-Przez… Krew?
Pokiwała z irytacją głową.
-Mogę cię jedynie pocieszyć, że wyglądają uroczo.- zachichotałam, a ciemnowłosa mi zawtórowała
-Dzięki.- odparła po chwili.- Veronica? Chciałam ci tylko powiedzieć, że Camille ma zupełną rację
co do Stasa.
Popatrzyłam się na nią pytająco.
-Opowiadała mi o nim. Ponieważ… Głupio mi się przyznać, lecz… Również mi się podobał. A później zastałam go w pokoju z… Nią. Nie miała o mnie pojęcia.- usprawiedliwiła ją.- A teraz, mimo wszystko ogromnie mnie irytuje.
Jej wzrok był wyjątkowo rozbiegany, widocznie wstydziła się tego, że dała się wykorzystać. Zresztą… Byłabym podobna na jej miejscu. W duchu szczerze dziękowałam jej za to, że mi o tym powiedziała.
-Szczerze mówiąc, nie dziwi mnie to… Ale musisz przyznać, że jest cholernie pociągający?
Zaśmiała się gorzko.
-Aż za bardzo…- w rozmarzeniu przymknęła powieki.- A powracając do rzeczywistości, był tu Victor.
-Tak?- ożywiłam się automatycznie, słysząc jego imię wypowiadane przez kogoś innego aniżeli mnie.
Posłała mi uśmiech.
-  Chciał się z tobą widzieć…- odrzekła.- Już drugi w ciągu dnia… Niezłe masz powodzenie.- dodała krztusząc się, aby zahamować wybuch śmiechu.
-Ano, tak…- zażartowałam cicho.- Czy powiedział, gdzie mogę się z nim spotkać?
-Oznajmił, że przyjdzie tu wieczorem.
‘Mam szczęście, że nie czytam w twoich myślach.’
-Nawet nie wiesz, jakie. Ja również wychodzę. Jared mnie poprosił. Wraz z paroma moimi znajomymi. Misja.
Pokiwałam głową, udając, że ją rozumiem.
-Na praktyki, próby konfrontacji z wrogiem, a przynajmniej tak nam to wyjaśnił. Teorii, jak powiedział, nam już zadość… A zresztą myślałam, aby urwać się z jednym chłopakiem do lasu i powrócić dopiero na zbiórkę. Może się uda. W każdym bądź razie byłoby bardzo miło…
-Powodzenia.
-I nawzajem.- uśmiechnęła się.
*****
-Tylko bez głupot…
-EV!- huknęłam na nią.- Proszę cię…
- Do zobaczenia. Wrócimy rankiem.
Pokiwałam głową.
-Cześć.
I to by było na tyle.
Usłyszałam trzask zamykanych drzwi.
Zaczęło się.
Stres mnie rozwalał. Dosłownie… Burzył od każdej strony, podtapiał i dusił.
Spazmatycznie nabrałam kilka szybkich, głębokich oddechów, po czym opadłam na poduszkę, zatapiając twarz w chłodzącym materiale poszewki, co mnie chociaż trochę uspokoiło.
Nagle zamrugałam gwałtownie.
‘Przecież nie może znaleźć mnie w takim stanie.’
Wstałam i skierowałam się do toalety. Pobieżnie rozczesałam włosy i przemyłam twarz zimną wodą, zaciskając zęby. Oparłam się rękoma o krawędź umywalki, mocno chwytając ją, jakby tylko to mogło mnie upewnić, że jeszcze nie odleciałam i zemdlałam. Ile mnie kosztuje zwykła rozmowa…  Prychnęłam w duchu. Wydawało mi się, że przesadzam, lecz nie mogłam tego opanować, działo się tak zawsze. Zdążyłam się już do tego mojego pokrętnego umysłu przyzwyczaić.
Zamrugałam kilka razy, po czym usłyszałam ciche pytanie.
Przełknęłam ślinę i podeszłam do drzwi.
-Kto tam?- spytałam przezornie.
-Ja, Victor.- odrzekł chłopak spokojnie.
Ile ja bym dała za chociaż połowę jego opanowania… Zwłaszcza w tym momencie.
-Chwilkę…- mruknęłam cicho, otwierając zamek i wpuszczając delikwenta do pokoju.
Na jego widok poczułam mocne szarpnięcie gdzieś przy sercu , które zmusiło mnie do wzięcia szybkiego, dramatycznego oddechu.
-Cześć.
-Dzień dobry.- powiedział delikatnie się uśmiechając.
Moja reakcja nie była zapewne dla niego do przewidzenia. Mianowicie jego nastawienie nagle wydało
mi się tak surrealistyczne w stosunku do stanu mojego umysłu, że całą mnie zmroziło.
Udawał, że tego nie zauważył.
-Jak minął pierwszy dzień w nowej rzeczywistości?- zapytał bacznie mnie obserwując.
Mimo woli zachichotałam, ponieważ rozbawiło mnie to, że jest tak nieświadomy o co tak naprawdę pyta. Przypominając sobie zachowania moje i Stasa, spuściłam wzrok.
-Nie najgorzej. Było nawet miło. Szczerze mówiąc, niewiele nauki udało mi się przyswoić. Jedynie definicję mrocznych elfów.
-A dlaczegóż to?- zainteresował się.
Ponownie utkwiłam wzrok w dywanie.
-Nie potrafiłam się skupić…- wyjąkałam, a chcąc szybko odbić pałeczkę, aby nie dowiedział się
o małym incydencie, który nagle, w jego towarzystwie,  wydał mi się być bardzo odrażający.- A tobie?
Pokręcił głową.
-Ukrywasz coś.- popatrzył się na mnie smutno.- Ale jeśli chcesz… Dobrze.
-Victor…- szepnęłam.- Wybacz.
Rozbawiłam go  swoim nagłym roztkliwieniem, chociaż wcale tego nie zamierzałam.
-Ach, Veronico. Nie musisz… Masz przecież prawo mieć swoje sekrety. A ja po prostu… Jestem zaborczy.- zaśmiał się, klepiąc mnie po ramieniu. Przymknęłam oczy, rozkoszując się jego dotykiem.
To już chyba rozdwojenie jaźni…
-Może usiądziemy? Nie w smak mi przetrzymywać cię przy drzwiach.- uśmiechnęłam się blado, nic więcej nie mogąc z siebie wykrzesać.
-Pewnie.- odparł, po czym skierował się w stronę łóżka. Po chwili, opamiętując się, przycupnęłam
na jego skraju, lecz mimo wszystko, nie chcąc zachować dystansu, lekko się do niego przysunęłam. Zastanawiałam się, skąd ja biorę tą podzielną uwagę i jednocześnie rozmyślając, przebywam
z chłopakiem.
-Vera…- zaczął, patrząc mi w oczy.
Serce mi przyśpieszyło. Dziwiłam się, że potrafi wykrzesać z siebie jeszcze więcej entuzjazmu niż dotychczas.
Odetchnęłam głęboko.
-Co ja takiego robię, że aż tak się przy mnie denerwujesz?
Zaległa cisza.
-Nie mam pojęcia.- wyrzuciłam z siebie jak najszybciej, aby nie móc już tego odwołać. Nie potrafiłam opisywać swoich uczuć w stosunku do innych, tak bardzo mnie to stresowało.- Po prostu… Tak jest. Nie ma to raczej powiązania z tym, że mnie irytujesz, wręcz przeciwnie, lubię cię, lecz…- w tym momencie przestałam trajkotać, uświadamiając sobie, że powiedziałam odrobinę za dużo.
‘I  tak się dzieje, kiedy pozwalam sobie na zbyt wiele…’
Mogę mieć tylko nadzieję, że z mojej trochę zawiłej wypowiedzi i drżącego głosu nie dało się zrozumieć sensu zdania.
Posłałam mu zmartwione spojrzenie, obawiając się jego reakcji, po chwili jednak poczęłam się przyglądać  podłodze, ponieważ przestraszyłam się, iż uzna mnie za nachalną.
-Przepraszam. Mam tak po prostu przy ludziach, na których mi zależy.
Odetchnęłam głęboko, w duchu ciesząc się, że to powiedziałam, a z drugiej strony denerwując się tym, że się zdradziłam. Jakbym przełamała jakąś wewnętrzną barierę, którą sama sobie wyznaczyłam, a moja podświadomość zakodowała sobie, że jeśli tak się stanie… To będzie po prostu źle. Ta reguła nie została przez mój umysł logicznie potwierdzona, miałam tak od najmłodszych lat, co było dość kłopotliwe, ponieważ znacznie utrudniało koegzystowanie wśród ludzi.
Cisza, która pozwoliła mi na te rozmyślania stawała się coraz cięższa, a nie wydawała się być podobna dla Victora.
‘Jakby żył w swoim własnym świecie, w którym nie ma bliżej określonego czasu…’ pomyślałam.
Po chwili jego twarz rozjaśnił uśmiech. Pomijając fakt, iż cała zamarłam na ten widok, postanowił się w końcu odezwać.
-Wiesz… Dobrze wiedzieć. Przynajmniej nie jestem osamotniony…- odparł zagadkowo. Nie miałam pojęcia, czy chodzi mu o moje zagubienie, czy o jego uczucia w stosunku do mnie.
-Pytałaś się, jak minął mi dzisiejszy dzień. Tak więc, ciekawie. Moim opiekunem jest Severus, jak wiesz. Zaprowadził mnie do jakiejś kobiety, której, szczerze mówiąc, imienia nie pamiętam, niestety. Może była to ta twoja Camille?
-Być może. Zostawiła mnie u Stasa.
-Ach…- westchnął. Chyba domyślił się, co przed nim ukrywam. Lecz nie dał tego bardziej po sobie poznać.- Prawda.
-Wiesz może, co będziecie robić jutro? Ja nie mam pojęcia, Stas nie jest zbyt dobrym nauczycielem…- prychnęłam, udając zirytowanie, jakby postawa mojego Mentora mnie denerwowała.
Na szczęście, zadziałało.
-Nie mam pojęcia. W sumie dobrze, ponieważ zawsze będzie to jakaś niespodzianka, a z drugiej strony nie wiem, czego mogę się spodziewać i mnie to denerwuje…- oznajmił cicho.- Czy na ciebie także na początku kogoś napuszczono?
-Proszę?- zapytałam zdezorientowana.- Napuszczono?
-Tak… Bo widzisz, gdy Severus zaprowadził mnie do sali ćwiczeń, nagle wyskoczył na mnie jakiś nastolatek. Z początku myślałem, że to człowiek… A on się na mnie, jakby nigdy nic, po prostu rzucił. Dziwne uczucie, walczyć z kimś…- westchnął.
Zamrugałam przestraszona.
-Ale… Nic ci się nie stało?
Zachichotał.
-Nie. Nic mi się nie stało.- powiedział powoli, nadal nie mogąc powstrzymać cichego śmiechu.
-Co cię bawi?- spytałam zaskoczona.
-Twoja troska. Jest taka… Urocza. Nawet, szczerze mówiąc, w obliczu twoich nerwów dziwna. Twój umysł nie powinien na nią sobie pozwolić.
Schwycił moją rękę i począł bacznie ją obserwować, bawiąc się licznymi, złotawymi obrączkami.
-Więc… Sugerujesz, iż mój mózg jest inny aniżeli osób normalnych?- zapytałam, siląc się na nerwowy śmiech.
Posłał mi miłe spojrzenie, a ja całkowicie utonęłam w jego głębokich, ciemnobrązowych oczach.
-Może to nawet lepiej…
Po czym powrócił do badania pierścionków, przesuwając je i obracając.
-Oznaczają coś?
- Nic konkretnego. Jakby… Nie umiem tego wyjaśnić. Emanują wręcz pozytywną energią, a przynajmniej w stosunku do mnie. Podobają ci się?- dodałam, siląc się na normalny ton głosu.
-Nawet. Są ciekawe…- mruknął, splatając nasze palce i opuszczając dłonie w dół, aby spoczęły w pustej przestrzeni pomiędzy nami.
Przymknęłam oczy z delikatnym uśmiechem, po czym popatrzyłam się przez okno.
-Jak myślisz, czy dałoby się stąd uciec?- zapytałam cicho, kiwając głową nieznacznie w stronę parapetu.
Zamyślił się na chwilę.
-Wątpię. Jeśli Eveline musiała uzyskać zgodę Jareda na opuszczenie, do tego jednorazowe, naszego małego więzienia, to raczej nie ma szans, aby tak prostym sposobem stąd uciec. Chociaż… Zazwyczaj najprostsze rozwiązania są najtrudniejsze. Albo założyli, że większość będzie myśleć podobnie do mnie…
W tym samym momencie poderwaliśmy się, pokonując dystans od łóżka do okna, a w połowie się zatrzymując, równocześnie zachichotaliśmy.
Rozbawiony kiwnął głową, przepuszczając mnie pierwszą.
Podeszłam do parapetu i wyjrzałam przez okno.
Zauważyłam specyficzny krąg, a po dłuższych oględzinach stwierdziłam, że przypomina on zbite grupy muchomorów. Uniosłam zdziwiona brwi.
-Victor… Czy widzisz to co ja?- posłałam mu pytające spojrzenie.
-T…Tak.- mruknął, wpatrując się podobnie do mnie w idealnie przystrzyżony trawnik, zakłócony jedynie przez okrąg grzybów.

-Dość specyficzne  maja zabezpieczenia.- dodał, marszcząc czoło.- Jestem ciekaw, jak to działa... Muszę spytać Severusa.
-A ja Camille. Jeśli nie jest to ukryte, raczej nie będzie na mnie zła...-.zastanowiłam się na głos.
-Nie powinna, lecz wnioskując z twoich i innych opowieści, może.- odrzekł, krzywo się uśmiechając.
Zaśmiałam się niepewnie.
-Może, może...
Odwrócił się powoli i przedłużając, lekko opuścił moja rękę.
-Wydaje mi się, ze muszę się już zbierać...- westchnął, gdy niemalże odruchowo za nim podążyłam.
-Tak... Szybko?
-Niestety...- odparł, kryjąc nikły uśmiech, znów goszczący na jego twarzy.
- Wiec... Dziękuje za przyjście.- powiedziałam, starając się go odwzajemnić.
-I nawzajem.
Widocznie nie mógł się zdecydować, lecz po chwili szybko do mnie podszedł i przytulił, po czym pospiesznie wyszedł.

5 komentarzy:

  1. Ach jak ja bym chciała żeby ona stamtąd uciekła ach... czyli że ta ewelina stanie się elfem? Mother of god... ja bym nie chciała. Poszłabym se do domu i bym miała w piczy jakieś elfy... Co to co ... to nie :> Może ona całkiem niedaleko mieszka? Wyskoczy przez okno... i pójdzie do domu.

    - mamo mamo spotkałam elfa !

    - Co ty mówisz dziecko elfy nie istnieją!

    - Mamo mamo spotkałam wampira!

    - Edwarda Cullena?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, prawda, popularność elfów jest niska ;) Lecz jakoś mam do nich dziwny sentyment, może dlatego, iż jak byłam mniejsza zaczytywałam się w Kronikach Spiderwick ;) ( nie porównywać do filmu, nawet, iż jest to książka dla dzieci.... Film nie ma prawie najmniejszego związku z książką :( Lecz tak zwykle jest ;) )
      Hm... Z tą ucieczką dobre!
      Dobre, dobre....
      Poczekamy, zobaczymy :)
      A tymczasem idę na gmail'a :)

      Usuń
  2. Nie chcę zeby została elfem ;( mam nadzieje że do tego nie dojdzie bo lubię ją opisaną jako człowieka xD .Szczerze mówiąc mam nadzieje że oni będą razem,pasujądo siebie !.Te grzyby w tym okręgu są serio dziwne,ale super opisałaś ich reakcje xD.
    Mam nadzieje że w końcu zbierze się na odwagę i opuści to miejsce.Czekam na powidomienie o nowej notce ;3
    Serdecznie pozdrawiam!.
    Mam też nadzieję że znajdziesz czas i poczytasz http://alice--a.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobre xD Niech oni będą razem :) Rozdział jest świetny :)
    Wybacz, że tak rzadko tu wpadam, ale mam randkę z historią i fizyką (z resztą chyba wiesz coś o tym :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha! Ona na pewno nie jest mu obojętna. Ale chyba Victor nie chce za szybko wykonywać żadnego ruchu. Zdziwiło mnie jak olał wypowiedz Very o tym, że mu na niej zależy. No bo trochę olał tak szczerze powiedziawszy. Odpowiedział zdawkowo, nie na temat. Może nie lubi obnosić się ze swoimi uczuciami? Tak to rozumiem. I ciekawa jestem czy on wie o tym pocałunku Veronicy z Stasem. Prędzej czy później i tak się dowie :/

    Na razie kończę, zostały mi jeszcze dwa rozdziały, ale skomentuję i przeczytam je wieczorem. Muszę zająć się nauką i sprzątaniem;/ Ale na pewno komentarz otrzymasz;) Przy okazji zapraszam Cię do siebie na moje opowiadanie. Wyrażałaś chęć czytania więc byłabym bardzo wdzięczna za jakieś komentarze od Ciebie;) Oczywiście gdy znajdziesz na to wolną chwilę;) Pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń