Jestem :) Dodaję rozdział stosunkowo późno, lecz jakoś nie mogłam się skupić na pisaniu, wybaczcie... Wasze blogi poodwiedzam w poniedziałek, ponieważ nauczyciele zwykli nam mniej zadawać na wtorek :)
Pozdrawiam :)
Pozdrawiam :)
Rozdział 3
Wpatrywała się we mnie uparcie, co mnie lekko onieśmielało.
-Jak… Tu trafiłaś?- spytałam cicho, nie wiedząc, czego się po niej spodziewać.
-Tak jak wszyscy.- prychnęła.- Ta suka mnie porwała.
Widocznie nie mogła pogodzić się ze swoim losem. Cóż, ja nawet polubiłam Camille, być może dlatego, że uratowała mi życie, a nie je zniszczyła.
-Czy jest tu aż tak źle?- spytałam zaciekawiona.
-Zależy, z jakiej strony się na to patrzy. Jestem tu zaledwie od dwóch miesięcy, nie mogę się wypowiedzieć obiektywnie. Na razie jestem wściekła na nich i mój los, ale to szczegół. Miałam świetlaną przyszłość, kochającą rodzinę… A tu muszę zaczynać zupełnie od zera.
-Ach. Ja dopiero co tu trafiłam. Poznałaś kogoś bliżej?
-Dlaczego się aż tak wypytujesz? Miałam nadzieję, że nie jesteś natrętem.- westchnęła cicho.- Tak… Może i poznałam.
-Miło.- mruknęłam, zniechęcona jej zdawkowymi, ignorującymi mnie odpowiedziami. Jakby była zmuszona przebywać ze mną, co, w sumie było prawda. Postanowiłam, ze może odszukam chłopaka, który wprosił się do mojego pokoju, jego przynajmniej nie nużyłam.
- Zaraz wrócę.- szepnęłam, po czym wyszłam, zostawiając niezwracająca na to uwagi Eveline.
Wydawało mi się, ze korytarz nieznacznie się zmienił, lecz nie zwracałam na to większej uwagi, ponieważ stwierdziłam, ze muszę odnaleźć chłopaka. Dziwiło mnie to, ze nie potrafiłam sama wytrzymać psychicznie, zawsze byłam outsiderką, nie lubiłam towarzystwa innych ludzi, bo rozłąka z przyjaciółką po zmianie szkoły była dla mnie ciężkim przeżyciem. Nagle zaczęłam wyrzucać sobie swoja głupotę; nie wiedziałam nawet, jak się nazywa. Jakim cudem zamierzałam go wtedy znaleźć? Nie mam pojęcia, ale perspektywa spotkania wydawała się tak pociągająca, iż pominęłam ten fakt. Mimo bycia na siebie zła w duchu, ruszyłam przed siebie. Mijałam kolejnych mężczyzn, lecz bałam się do nich odezwać słowem, albowiem w tej części tunelu nie wyglądali już tak przyjaźnie, jak wcześniej. Ich skora była jakby srebrzysta, a twarze niektórych przecinały ciemne blizny, które, jak później dane mi się było dowiedzieć były sprytnie zaprojektowanymi tatuażami. Ich włosy, prawie białe, związane były w rożne, ciekawe odmiany męskich fryzur. Ubrani byli w jakby... Starodawnie. Nie umiałam tego określić. Paru z nich niosło coś na kształt bereł, które zwieńczone były awenturowymi kamieniami, a ciemnozielona, głęboka barwa hipnotyzowała ludzkie oko. Przyglądali mi się z nieukrywana wrogością, a ich spojrzenia były tak magnetyzujące, ze wzroku od nich oderwać nie mogłam. Przerażało mnie to, a w końcu, wyczerpana, po jakiejś godzinie wędrówki bez bliżej określonego celu, podeszłam do wysokiej, połyskującej, ciemno seledynowej ściany, aby koło niej usiąść. Gdy to zrobiłam, zadrżałam z zimna, ponieważ kamienna posadzka była lodowata, co wcale nie umilało mi odpoczynku. Oparłam głowę na ramieniu. Chwile później poczułam, ze ktoś mi się przygląda, wiec zniechęcona podniosłam wzrok, ażeby uspokoić zaniepokojonego przechodnia, który, ku mojej radości, okazał się poszukiwanym przeze mnie brunetem.
-Mila jest, nie powiem. Żeby od razu wyganiać swoja koleżankę z pokoju...- prychnął, siadając kolo mnie.
-Szczerze mówiąc... To ja sama od niej uciekłam. Nie jest zbytnio współczującą osobą. Pomyślałam... Ze może znajdę kogoś rozmownego na korytarzu.- uśmiechnęłam się.
-Jaka ona jest?- spytał, uparcie się we mnie wpatrując.
- Ciemnoskóra, ma na imię Eveline.
-Nie widziałem takowej…- mruknął zamyślony.- Przynajmniej nie na korytarzu, lecz jestem tu krótko, mogłem coś przeoczyć… Lub kogoś. Wybacz.
Pokiwałam głową.
-Nie wiem co robić. Szczerze mówiąc, boję się do niej wracać…
- Ja tym bardziej. Jakbyśmy weszli do waszego pokoju razem… Niezbyt to widzę. A to miejsce zbytnio do rozmowy mi nie pasuję. Jest… Dosyć dziwne. Dodatkowo, te elfy nie sprawiają wrażenia przyjaznych…- szepnął.
-Zgadzam się. - powiedziałam, po czym posłałam mu nieśmiały uśmiech, nic nie mogło zmącić mojej radości z odnalezienia chłopaka.- Ostatnim razem zapomniałam się ciebie o coś zapytać.
- A mianowicie?- posłał mi pytające spojrzenie.
-Jak masz na imię?
Zachichotał, co wydało mi się groteskowe w połączeniu z jego kamienną twarzą, która rozjaśnił teraz przyjazny uśmiech.
-Thomas. A ty?
-Chloe.- szepnęłam.
-Nigdy nie spotkałem się z dziewczyną o tak ładnym imieniu.- mruknął, ale zaraz potem oczy mu się rozszerzyły, gdy najprawdopodobniej zrozumiał, co powiedział.
-Dzięki.- uśmiechnęłam się.- Wydaje mi się, że powoli będę musiała się zbierać, żeby nie oberwać od mojej nowej znajomej. Po niej można się wszystkiego spodziewać…
Kiwnął niepewnie głową.
Wstałam, odruchowo otrzepałam jeansy z wyimaginowanego kurzu, posłałam mu niepewne spojrzenie, lecz najpewniej zamyślił się głębiej, ponieważ począł się wpatrywać błędnym wzrokiem w przestrzeń. Zaintrygowało mnie to, ale stwierdziłam, że lepiej będzie mu nie przeszkadzać. Nigdy przecież nie wiadomo, jak ktoś tak nieprzewidywalny mógłby zareagować. Ruszyłam przed siebie, podążając do swojego nowego pokoju. Bałam się, jak zareaguje Eveline, lecz… Mimo wszystko coś mnie tam ciągnęło, a nagle rozmowa z chłopakiem zaczęła mnie tak krępować, że ledwo co mogłam ja utrzymywać, najchętniej zapadłabym się pod ziemię, a jednocześnie przytuliła go tak mocno, aby zrozumiał, co do niego czuję.
„Przeklinam cię, nieśmiałości!” krążyło mi po głowie.
Było to bardzo skomplikowane, nie zauroczenie, nie przyjaźń… Dziwna zależność, chociaż zależnością nazwać tego nie można, po prostu czułam nieodpartą potrzebę przebywania z nim. Jego osobowość była tak magnetyzująca… To było dość specyficzne. Nikt mi się aż tak… Nie podobał? Uznałam, że wygodniej będzie nazywać rzeczy po imieniu, bardziej pogrążyć już się nie mogłam. Teraz, zapewne, ani słowa nie będę przy nim w stanie wypowiedzieć, lecz… Trudno.
Mimo woli drżałam, gdy przechodziłam koło elfów, które mnie mijały. Były wyjątkowo przerażające, a perspektywa tego, ze miałam tu zostać przy najmniej do końca życia nie umilała mi spędzanego wśród nich czasu. Od czasu do czasu widywałam również kobiety, elfki.
W większości były one do siebie podobne; długie, czarne włosy kontrastowały z belą ich skóry tak ostro, iż czasem zmuszona byłam wręcz zamrugać, aby mój wzrok zaakceptował nagłą zmianę barw. Nosiły zwykłe, obcisłe ubrania, lekko niestosowne, lecz, mimo wszystko bardzo ładne.
W końcu, po około godzinie, stanęłam przed drzwiami mojego pokoju. Zastanawiałam się, czy jest w tym jakikolwiek sens, lecz po chwili się przemogłam. Weszłam powoli i przycupnęłam na łóżku, nieśmiało zerkając na Eveline. Milczała, zapatrzona była w przestrzeń, najwidoczniej medytowała.
Nagle gwałtownie pokręciłam głową. To przecież pranie mózgu… Pomyślałam o medytacji, jakby była to jedna z tych prozaicznych czynności, które wykonuje się codziennie.
-Ev?- szepnęłam cicho.
-Tak?- mruknęła.- Daj mi pięć minut…
Usłużnie jej posłuchałam. Wcześniej nie skupiałam się aż tak na jej wyglądzie, lecz czas i znużenie spowodowały moje zainteresowanie jej osobą. Jej ciemne włosy układały się delikatnymi falami, sięgając talii, a nieliczne, luźne warkocze wpięte były przy tyle fryzury srebrnymi wsuwkami. Ubrana była w ciemne, krótkie szorty, które zdobione były turkusowymi wstążkami, przeplatanymi zygzakiem u boku oraz granatowy gorset, który uwydatniał jej szczupłą i pociągłą sylwetkę. Jej styl mnie trochę gorszył, lecz sądziłam, że lepiej będzie, jeśli zachowam spokój i nie wytknę jej tego za chwilę. Otworzyła ostro malowane oczy.
-Chloe.- zwróciła się do mnie z żalem w głosie.- Przepraszam cię, że tak zareagowałam. Nie chciałam, to był odruch… W sumie samych odruchów nas tu uczą, przynajmniej na zajęciach dla wojowniczek. Wybacz mi.
Zaskoczyła mnie tą nagłą skruchą.
Pokiwałam głową.
-Rozumiem cię… Też byłabym przerażona gdyby w takim miejscu ktoś by się włamał do mojego mieszkania.- prychnęłam, a ta zachichotała.
-Tak więc… Czego chciałaś się dowiedzieć?- spytała z ciekawością w głosie.
- Szczerze mówiąc jest tego dużo.
-Mamy na to prawie całą noc… Znaczy, przepraszam, ja mam na to prawie całą noc. Widzisz… Muszę ci zdradzić pewien sekret, Mentorki nie byłyby tym zachwycone, lecz nie chcę, żebyś przeżyła tak ciężki szok jak ja.- mruknęła, a ja posłałam jej pytające spojrzenie. Tajemnica? Czegóż ja się dowiaduję… Cały ten równoległy wszechświat mnie przeraża.
-Uwierz, mnie też.- oznajmiła, lecz widząc mój wyraz twarzy dodała szybko.- Elfy, aby wzmocnić naszą… Skuteczność… W walce, wstrzykują nam stopniowo swoją krew. Upuszczają naszą, ludzką…- prychnęła.- Też ci się wydaje, że to wszystko jest tylko koszmarem?
-Nie wiesz nawet, jak bardzo pragnę tego, aby się nim okazało. Upuszczają krew?!
Pokiwała głową, przytakując.
-Dzięki niej stajemy się silniejsi, bardziej odporni na ciosy… Oraz zyskujemy trochę przydatnych, elfich umiejętności. Camille zapewne pochwaliła ci się, że potrafi czytać w myślach? Mają specjalne kobiety, które są to tego… Można powiedzieć, że dobrowolnie wykorzystywane.- przymknęła oczy.- Elfy śpią dużo krócej niż ludzie, więc nie zdziw się, jeśli dość wcześnie wstanę lub będę czytać do późna.- uśmiechnęła się.- Czasami organizujemy wypady, oczywiście, za zgodą Jareda, do lasu. Żeby poczuć choć trochę odebranej nam wolności.- wyjaśniła.
-Miło…- zastanowiłam się chwilę.- Dziękuję, że tak szczegółowo mi to wszystko wyjaśniłaś, lecz mam jeszcze jedno pytanie. Jak, tak właściwie wyglądają zajęcia?- zapytałam z ciekawością.
-Za parę godzin się dowiesz.- zaśmiała się tajemniczo.
-Jeśli tak mówisz…
Położyłam się, przykryłam kocem, po czym przymknęłam oczy.
‘Zostaw mnie!’ krzyknęła Chloe, próbując wyrwać się z mocnych i zdecydowanych rąk jednej z mrocznych elfek.
‘I tak nas nie pokonasz…’ prychnęła Srebrnowłosa ‘Jesteśmy jeszcze dużo silniejsze…’ zamruczała oniemiałej, przerażonej dziewczynie do ucha.
‘Chloe!’ usłyszały jednocześnie kobiecy krzyk. ‘Porywają nas!’
‘Zdążyłam już to zauważyć…’ mimo niezbyt sympatycznej sytuacji dziewczyny nie opuścił sarkazm. Oderwała dłoń elfki od swojego przegubu, po czym wykręciła ją, co zaowocowało cichym jękiem przeciwniczki. Popchnęła ją, przyciskając do drzewa przodem. Zdziwiona zauważyła, że jej towarzyszka w tym samym czasie uczyniła to samo. Zachichotały jednocześnie.
‘Udało się.’ uśmiechnęły się.
‘Jakimś cudem…’ usłyszały zza siebie chrapliwy, męski głos. Oczy Chloe rozszerzyły się ze strachu. Doskonale wiedziała, kto to był.
‘Odejdź.’ mruknęła, starając się ukryć przerażenie.
Nagle poczuła uderzenie na wysokości karku.
‘Nie!’ zdążyła jeszcze krzyknąć Eveline. Jej przyjaciółka leżała nieruchomo, a nad nią majaczył mglisty cień. ‘Chloe!’ szeptała, podchodząc do ciała oniemiała. Pochyliła się nad nią i uklękła, nie spodziewając się ciosu, który nastąpił chwilę później. Obie tkwiły w bezruchu, patrząc szklistym wzrokiem przed siebie.
A ponad nimi unosiła się ledwo zauważalna mgła.
Zamrugałam oczyma gwałtownie.
-Co się stało?- spytała Eveline.
-Koszmar…- mruknęłam cicho, obejmując nogi rękoma.- Tylko koszmar… Mam nadzieję.- dodałam po chwili.
Wpatrywała się we mnie uparcie, co mnie lekko onieśmielało.
-Jak… Tu trafiłaś?- spytałam cicho, nie wiedząc, czego się po niej spodziewać.
-Tak jak wszyscy.- prychnęła.- Ta suka mnie porwała.
Widocznie nie mogła pogodzić się ze swoim losem. Cóż, ja nawet polubiłam Camille, być może dlatego, że uratowała mi życie, a nie je zniszczyła.
-Czy jest tu aż tak źle?- spytałam zaciekawiona.
-Zależy, z jakiej strony się na to patrzy. Jestem tu zaledwie od dwóch miesięcy, nie mogę się wypowiedzieć obiektywnie. Na razie jestem wściekła na nich i mój los, ale to szczegół. Miałam świetlaną przyszłość, kochającą rodzinę… A tu muszę zaczynać zupełnie od zera.
-Ach. Ja dopiero co tu trafiłam. Poznałaś kogoś bliżej?
-Dlaczego się aż tak wypytujesz? Miałam nadzieję, że nie jesteś natrętem.- westchnęła cicho.- Tak… Może i poznałam.
-Miło.- mruknęłam, zniechęcona jej zdawkowymi, ignorującymi mnie odpowiedziami. Jakby była zmuszona przebywać ze mną, co, w sumie było prawda. Postanowiłam, ze może odszukam chłopaka, który wprosił się do mojego pokoju, jego przynajmniej nie nużyłam.
- Zaraz wrócę.- szepnęłam, po czym wyszłam, zostawiając niezwracająca na to uwagi Eveline.
Wydawało mi się, ze korytarz nieznacznie się zmienił, lecz nie zwracałam na to większej uwagi, ponieważ stwierdziłam, ze muszę odnaleźć chłopaka. Dziwiło mnie to, ze nie potrafiłam sama wytrzymać psychicznie, zawsze byłam outsiderką, nie lubiłam towarzystwa innych ludzi, bo rozłąka z przyjaciółką po zmianie szkoły była dla mnie ciężkim przeżyciem. Nagle zaczęłam wyrzucać sobie swoja głupotę; nie wiedziałam nawet, jak się nazywa. Jakim cudem zamierzałam go wtedy znaleźć? Nie mam pojęcia, ale perspektywa spotkania wydawała się tak pociągająca, iż pominęłam ten fakt. Mimo bycia na siebie zła w duchu, ruszyłam przed siebie. Mijałam kolejnych mężczyzn, lecz bałam się do nich odezwać słowem, albowiem w tej części tunelu nie wyglądali już tak przyjaźnie, jak wcześniej. Ich skora była jakby srebrzysta, a twarze niektórych przecinały ciemne blizny, które, jak później dane mi się było dowiedzieć były sprytnie zaprojektowanymi tatuażami. Ich włosy, prawie białe, związane były w rożne, ciekawe odmiany męskich fryzur. Ubrani byli w jakby... Starodawnie. Nie umiałam tego określić. Paru z nich niosło coś na kształt bereł, które zwieńczone były awenturowymi kamieniami, a ciemnozielona, głęboka barwa hipnotyzowała ludzkie oko. Przyglądali mi się z nieukrywana wrogością, a ich spojrzenia były tak magnetyzujące, ze wzroku od nich oderwać nie mogłam. Przerażało mnie to, a w końcu, wyczerpana, po jakiejś godzinie wędrówki bez bliżej określonego celu, podeszłam do wysokiej, połyskującej, ciemno seledynowej ściany, aby koło niej usiąść. Gdy to zrobiłam, zadrżałam z zimna, ponieważ kamienna posadzka była lodowata, co wcale nie umilało mi odpoczynku. Oparłam głowę na ramieniu. Chwile później poczułam, ze ktoś mi się przygląda, wiec zniechęcona podniosłam wzrok, ażeby uspokoić zaniepokojonego przechodnia, który, ku mojej radości, okazał się poszukiwanym przeze mnie brunetem.
-Mila jest, nie powiem. Żeby od razu wyganiać swoja koleżankę z pokoju...- prychnął, siadając kolo mnie.
-Szczerze mówiąc... To ja sama od niej uciekłam. Nie jest zbytnio współczującą osobą. Pomyślałam... Ze może znajdę kogoś rozmownego na korytarzu.- uśmiechnęłam się.
-Jaka ona jest?- spytał, uparcie się we mnie wpatrując.
- Ciemnoskóra, ma na imię Eveline.
-Nie widziałem takowej…- mruknął zamyślony.- Przynajmniej nie na korytarzu, lecz jestem tu krótko, mogłem coś przeoczyć… Lub kogoś. Wybacz.
Pokiwałam głową.
-Nie wiem co robić. Szczerze mówiąc, boję się do niej wracać…
- Ja tym bardziej. Jakbyśmy weszli do waszego pokoju razem… Niezbyt to widzę. A to miejsce zbytnio do rozmowy mi nie pasuję. Jest… Dosyć dziwne. Dodatkowo, te elfy nie sprawiają wrażenia przyjaznych…- szepnął.
-Zgadzam się. - powiedziałam, po czym posłałam mu nieśmiały uśmiech, nic nie mogło zmącić mojej radości z odnalezienia chłopaka.- Ostatnim razem zapomniałam się ciebie o coś zapytać.
- A mianowicie?- posłał mi pytające spojrzenie.
-Jak masz na imię?
Zachichotał, co wydało mi się groteskowe w połączeniu z jego kamienną twarzą, która rozjaśnił teraz przyjazny uśmiech.
-Thomas. A ty?
-Chloe.- szepnęłam.
-Nigdy nie spotkałem się z dziewczyną o tak ładnym imieniu.- mruknął, ale zaraz potem oczy mu się rozszerzyły, gdy najprawdopodobniej zrozumiał, co powiedział.
-Dzięki.- uśmiechnęłam się.- Wydaje mi się, że powoli będę musiała się zbierać, żeby nie oberwać od mojej nowej znajomej. Po niej można się wszystkiego spodziewać…
Kiwnął niepewnie głową.
Wstałam, odruchowo otrzepałam jeansy z wyimaginowanego kurzu, posłałam mu niepewne spojrzenie, lecz najpewniej zamyślił się głębiej, ponieważ począł się wpatrywać błędnym wzrokiem w przestrzeń. Zaintrygowało mnie to, ale stwierdziłam, że lepiej będzie mu nie przeszkadzać. Nigdy przecież nie wiadomo, jak ktoś tak nieprzewidywalny mógłby zareagować. Ruszyłam przed siebie, podążając do swojego nowego pokoju. Bałam się, jak zareaguje Eveline, lecz… Mimo wszystko coś mnie tam ciągnęło, a nagle rozmowa z chłopakiem zaczęła mnie tak krępować, że ledwo co mogłam ja utrzymywać, najchętniej zapadłabym się pod ziemię, a jednocześnie przytuliła go tak mocno, aby zrozumiał, co do niego czuję.
„Przeklinam cię, nieśmiałości!” krążyło mi po głowie.
Było to bardzo skomplikowane, nie zauroczenie, nie przyjaźń… Dziwna zależność, chociaż zależnością nazwać tego nie można, po prostu czułam nieodpartą potrzebę przebywania z nim. Jego osobowość była tak magnetyzująca… To było dość specyficzne. Nikt mi się aż tak… Nie podobał? Uznałam, że wygodniej będzie nazywać rzeczy po imieniu, bardziej pogrążyć już się nie mogłam. Teraz, zapewne, ani słowa nie będę przy nim w stanie wypowiedzieć, lecz… Trudno.
Mimo woli drżałam, gdy przechodziłam koło elfów, które mnie mijały. Były wyjątkowo przerażające, a perspektywa tego, ze miałam tu zostać przy najmniej do końca życia nie umilała mi spędzanego wśród nich czasu. Od czasu do czasu widywałam również kobiety, elfki.
W większości były one do siebie podobne; długie, czarne włosy kontrastowały z belą ich skóry tak ostro, iż czasem zmuszona byłam wręcz zamrugać, aby mój wzrok zaakceptował nagłą zmianę barw. Nosiły zwykłe, obcisłe ubrania, lekko niestosowne, lecz, mimo wszystko bardzo ładne.
W końcu, po około godzinie, stanęłam przed drzwiami mojego pokoju. Zastanawiałam się, czy jest w tym jakikolwiek sens, lecz po chwili się przemogłam. Weszłam powoli i przycupnęłam na łóżku, nieśmiało zerkając na Eveline. Milczała, zapatrzona była w przestrzeń, najwidoczniej medytowała.
Nagle gwałtownie pokręciłam głową. To przecież pranie mózgu… Pomyślałam o medytacji, jakby była to jedna z tych prozaicznych czynności, które wykonuje się codziennie.
-Ev?- szepnęłam cicho.
-Tak?- mruknęła.- Daj mi pięć minut…
Usłużnie jej posłuchałam. Wcześniej nie skupiałam się aż tak na jej wyglądzie, lecz czas i znużenie spowodowały moje zainteresowanie jej osobą. Jej ciemne włosy układały się delikatnymi falami, sięgając talii, a nieliczne, luźne warkocze wpięte były przy tyle fryzury srebrnymi wsuwkami. Ubrana była w ciemne, krótkie szorty, które zdobione były turkusowymi wstążkami, przeplatanymi zygzakiem u boku oraz granatowy gorset, który uwydatniał jej szczupłą i pociągłą sylwetkę. Jej styl mnie trochę gorszył, lecz sądziłam, że lepiej będzie, jeśli zachowam spokój i nie wytknę jej tego za chwilę. Otworzyła ostro malowane oczy.
-Chloe.- zwróciła się do mnie z żalem w głosie.- Przepraszam cię, że tak zareagowałam. Nie chciałam, to był odruch… W sumie samych odruchów nas tu uczą, przynajmniej na zajęciach dla wojowniczek. Wybacz mi.
Zaskoczyła mnie tą nagłą skruchą.
Pokiwałam głową.
-Rozumiem cię… Też byłabym przerażona gdyby w takim miejscu ktoś by się włamał do mojego mieszkania.- prychnęłam, a ta zachichotała.
-Tak więc… Czego chciałaś się dowiedzieć?- spytała z ciekawością w głosie.
- Szczerze mówiąc jest tego dużo.
-Mamy na to prawie całą noc… Znaczy, przepraszam, ja mam na to prawie całą noc. Widzisz… Muszę ci zdradzić pewien sekret, Mentorki nie byłyby tym zachwycone, lecz nie chcę, żebyś przeżyła tak ciężki szok jak ja.- mruknęła, a ja posłałam jej pytające spojrzenie. Tajemnica? Czegóż ja się dowiaduję… Cały ten równoległy wszechświat mnie przeraża.
-Uwierz, mnie też.- oznajmiła, lecz widząc mój wyraz twarzy dodała szybko.- Elfy, aby wzmocnić naszą… Skuteczność… W walce, wstrzykują nam stopniowo swoją krew. Upuszczają naszą, ludzką…- prychnęła.- Też ci się wydaje, że to wszystko jest tylko koszmarem?
-Nie wiesz nawet, jak bardzo pragnę tego, aby się nim okazało. Upuszczają krew?!
Pokiwała głową, przytakując.
-Dzięki niej stajemy się silniejsi, bardziej odporni na ciosy… Oraz zyskujemy trochę przydatnych, elfich umiejętności. Camille zapewne pochwaliła ci się, że potrafi czytać w myślach? Mają specjalne kobiety, które są to tego… Można powiedzieć, że dobrowolnie wykorzystywane.- przymknęła oczy.- Elfy śpią dużo krócej niż ludzie, więc nie zdziw się, jeśli dość wcześnie wstanę lub będę czytać do późna.- uśmiechnęła się.- Czasami organizujemy wypady, oczywiście, za zgodą Jareda, do lasu. Żeby poczuć choć trochę odebranej nam wolności.- wyjaśniła.
-Miło…- zastanowiłam się chwilę.- Dziękuję, że tak szczegółowo mi to wszystko wyjaśniłaś, lecz mam jeszcze jedno pytanie. Jak, tak właściwie wyglądają zajęcia?- zapytałam z ciekawością.
-Za parę godzin się dowiesz.- zaśmiała się tajemniczo.
-Jeśli tak mówisz…
Położyłam się, przykryłam kocem, po czym przymknęłam oczy.
‘Zostaw mnie!’ krzyknęła Chloe, próbując wyrwać się z mocnych i zdecydowanych rąk jednej z mrocznych elfek.
‘I tak nas nie pokonasz…’ prychnęła Srebrnowłosa ‘Jesteśmy jeszcze dużo silniejsze…’ zamruczała oniemiałej, przerażonej dziewczynie do ucha.
‘Chloe!’ usłyszały jednocześnie kobiecy krzyk. ‘Porywają nas!’
‘Zdążyłam już to zauważyć…’ mimo niezbyt sympatycznej sytuacji dziewczyny nie opuścił sarkazm. Oderwała dłoń elfki od swojego przegubu, po czym wykręciła ją, co zaowocowało cichym jękiem przeciwniczki. Popchnęła ją, przyciskając do drzewa przodem. Zdziwiona zauważyła, że jej towarzyszka w tym samym czasie uczyniła to samo. Zachichotały jednocześnie.
‘Udało się.’ uśmiechnęły się.
‘Jakimś cudem…’ usłyszały zza siebie chrapliwy, męski głos. Oczy Chloe rozszerzyły się ze strachu. Doskonale wiedziała, kto to był.
‘Odejdź.’ mruknęła, starając się ukryć przerażenie.
Nagle poczuła uderzenie na wysokości karku.
‘Nie!’ zdążyła jeszcze krzyknąć Eveline. Jej przyjaciółka leżała nieruchomo, a nad nią majaczył mglisty cień. ‘Chloe!’ szeptała, podchodząc do ciała oniemiała. Pochyliła się nad nią i uklękła, nie spodziewając się ciosu, który nastąpił chwilę później. Obie tkwiły w bezruchu, patrząc szklistym wzrokiem przed siebie.
A ponad nimi unosiła się ledwo zauważalna mgła.
Zamrugałam oczyma gwałtownie.
-Co się stało?- spytała Eveline.
-Koszmar…- mruknęłam cicho, obejmując nogi rękoma.- Tylko koszmar… Mam nadzieję.- dodałam po chwili.
Cudowne! *o* Pisz częściej!
OdpowiedzUsuńRozdział piękny šliczny cudowny, fascynujący epicki, bardzo ładnie napisany bla bla. A co się będę pieścić napisze że jest zajebisty :)
OdpowiedzUsuńHaha, dzięki ;) Nawet nie wiesz, jak się uśmiecham czytając komentarze od Ciebie :D
UsuńKyaaaaaaaaaa! Cudne! Watashi wa sore o aisuru, YA lyublyu eto, Ich liebe es, tł.( z Japońskiego, Rosyjskiego i Niemieckiego ) kocham to
OdpowiedzUsuńRozdział jak zwykle super ;D.Mam nadzieje że Thomasa i Chloe połączy coś więcej niz przyjaźń ;).
OdpowiedzUsuńNotka fantastyczna właśnie tego można się po tobie spodziewać ,twoje opisy cą czarujące ! dokładne i szczegółowe a zarazem proste i ciekawe -Rewelacja ! jestem pod coraz większym wrażeniem ;D nie będe się powtażać xd ale proszę Cie DODAWAJ CZĘŚCIEJ ! xD
JUSTYNA^^
Wiedziałam, że ta Eveline nie jest taka zła;) Coś czuję, że jeszcze się zaprzyjaźnią. A co do Thomasa, czyżby Chloe się zauroczyła? Skoro odbiera jej przy nim mowę to coś w tym musi być;D Oby, bo polubiłam go. Oboje tkwią w tym bagnie, a to zbliża ludzi. Fragment z upuszczaniem krwi bardzo rozsądnie wymyślony. Elfy chcą jakoś ludzi upodobnić do siebie. Ciekawe do jakiego stopnia. Oby ten sen nie był proroczy... Ale pewnie będzie;)
OdpowiedzUsuńLecę do następnego;)